czwartek, 3 września 2026

Recenzja Vingulmork „Barmhjertighetens Fallitt”

 

Vingulmork

„Barmhjertighetens Fallitt”

Crime Records 2026

Panowie z Vingulmork nie rozpieszczają swą twórczością, ponieważ „Barmhjertighetens Fallitt” to w ich czternastoletniej karierze dopiero drugi krążek. Zawiera on dwanaście numerów z czego trzy to krótkie zapychacze, a reszta to już poczerniony thrash metal o dużej dawce melodyki. Generalnie do niczego nie można się tu za bardzo przyczepić. Brzmienie ostre jak żyletki, dźwięczna sekcja rytmiczna i wokalizy zajadłe jak u wściekłego wilka. Produkcja czysta, selektywność idealna, ale nie plastikowa, bo jakby naturalna. Riffy szybkie, rytmiczne, tłumione bicia w średnim tempie, nastrojowe zwolnienia i zimne tremolo. Czuć tutaj norweskiego ducha, bo Vingulmork potrafi posypać szronem, diabolicznie pobujać i wprowadzić momentami spore pokłady wikińskiej atmosfery. W kompozycjach słychać zaangażowanie, wkurw i przywiązanie do tamtejszej tradycji grania metalu o szatańskiej proweniencji. Podczas odbioru tego krążka nie sposób się również nudzić, gdyż kwartet ten dba o częste zmiany tempa, kostkowania i klimatu, a obecne tutaj, wszędobylskie chwytliwości wzmacniają gładkość postrzegania „Barmhjertighetens Fallitt”. Jedynym problemem jaki napotykam, słuchając tego albumu, to jego typowość i brak jakichkolwiek punktów zaczepienia, aby zostać z nim na dłużej. Poprawne muzykowanie w konwencji black-thrash metalowej ze wskazaniem na ten pierwszy człon, które poza wzorcowym odfajkowaniem jego elementów nie sprawia, żeby go zapamiętać i wracać do niego co jakiś czas. Jest agresywnie, siarczyście, harmonijnie i chwilami klimatycznie, ale brakuje mi tej kropki nad i, która udowodniłaby, że tak, to jest metal z Norwegii, a nie jakieś tam szwedzkie Dissection.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz