Vingulmork
„Barmhjertighetens
Fallitt”
Crime Records 2026
Panowie z Vingulmork nie
rozpieszczają swą twórczością, ponieważ „Barmhjertighetens Fallitt” to w ich
czternastoletniej karierze dopiero drugi krążek. Zawiera on dwanaście numerów z
czego trzy to krótkie zapychacze, a reszta to już poczerniony thrash metal o
dużej dawce melodyki. Generalnie do niczego nie można się tu za bardzo
przyczepić. Brzmienie ostre jak żyletki, dźwięczna sekcja rytmiczna i wokalizy
zajadłe jak u wściekłego wilka. Produkcja czysta, selektywność idealna, ale nie
plastikowa, bo jakby naturalna. Riffy szybkie, rytmiczne, tłumione bicia w
średnim tempie, nastrojowe zwolnienia i zimne tremolo. Czuć tutaj norweskiego
ducha, bo Vingulmork potrafi posypać szronem, diabolicznie pobujać i wprowadzić
momentami spore pokłady wikińskiej atmosfery. W kompozycjach słychać
zaangażowanie, wkurw i przywiązanie do tamtejszej tradycji grania metalu o
szatańskiej proweniencji. Podczas odbioru tego krążka nie sposób się również
nudzić, gdyż kwartet ten dba o częste zmiany tempa, kostkowania i klimatu, a
obecne tutaj, wszędobylskie chwytliwości wzmacniają gładkość postrzegania
„Barmhjertighetens Fallitt”. Jedynym problemem jaki napotykam, słuchając tego
albumu, to jego typowość i brak jakichkolwiek punktów zaczepienia, aby zostać z
nim na dłużej. Poprawne muzykowanie w konwencji black-thrash metalowej ze
wskazaniem na ten pierwszy człon, które poza wzorcowym odfajkowaniem jego
elementów nie sprawia, żeby go zapamiętać i wracać do niego co jakiś czas. Jest
agresywnie, siarczyście, harmonijnie i chwilami klimatycznie, ale brakuje mi
tej kropki nad i, która udowodniłaby, że tak, to jest metal z Norwegii, a nie
jakieś tam szwedzkie Dissection.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz