wtorek, 22 września 2026

Recenzja Suffering „Things Seen but Always Hidden”

 

Suffering

„Things Seen but Always Hidden”

Apocalyptic Witchcraft 2025

Tych czterech Anglików tworzy już od 2012, ale na koncie nie mają zbyt dużo wydawnictw. Powyższe jest ich drugim krążkiem, który nagrano w zeszłym roku, ale dopiero teraz Apocalyptic Witchcraft podtyka je pod nos, aby ktoś, coś o nim napisał. Padło na mnie więc jadę z koksem. Panowie rzępolą na kształt czegoś doomowego i diabelskiego więc jest to bardzo klimatyczna muza, która kojarzy się z rytualnymi wykwitami, bo w sumie takim jest i na pewno w jakichś katakumbach zarejestrowana została, choć mogę się mylić. Średnie i wolne tempa, z których sączy się gęsta i okultystyczna atmosfera, nie zwiastują mile spędzonego wieczoru, ale gdy tylko zerkniemy w okna domu na okładce tej płyty, natychmiast zmienimy zdanie, ale nie tylko o okolicznościach, lecz i również samej nastrojowości materiału od Suffering. Początkowo jawi się on jako sataniczne, pełne boleści i bezsilnej wściekłości misterium. Po zajrzeniu przez szyby owo misterium z okultystycznego i wypełnionego mroczną ezoteryką, zamienia się w namiętną lub jak kto woli, wyuzdaną orgietkę rodem z filmu „Oczy szeroko zamknięte”. Charakter tego doom-black metalu się wtedy nie zmienia, ale zmienia się jego odbiór, bowiem teraz już podchodzę do „Things Seen but Always Hidden” z małym przymrużeniem oka. Jednakże tutejsze nuty robią mi dość dobrze, ponieważ to nieźle bujające swą nastrojowością akordy, z których jednak oprócz zapachu ludzkich wydzielin również siarką i smołą zalatuje. Jedzie tu także kadzidłami, liturgiczną powagą i złością. To nie tylko ceremonialny black-doom metal złożony z ciężkich i pełzających riffów, bo zjadliwością lodowatych tremolo, też od czasu do czasu zaskoczyć potrafi, nie zapominając o tym, że agresywnością i chłodem także przedstawić się wypada. Polecam, odpowiedni klimacik to wydawnictwo posiada i dobrze się go słucha.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz