Theosophy
“Line Before the Event
Horizon”
Apocalyptic Witchcraft Rec. 2026
Ten rosyjski ansambl istnieje już ponad dwadzieścia
lat, i właśnie wydaje swój siódmy pełnometrażowy materiał. Kiedy zastanawiałem
się, dlaczego nigdy ich nazwa nie utknęła mi w głowie, spojrzałem na zdjęcie
promocyjne, i od razu miałem pewną tezę. Ubiór panów muzyków jest bowiem nazbyt
wymowny. Moja męska intuicja i tym razem mnie nie zawiodła. Nie wiem jak to wyglądało
na poprzednich sześciu albumach, ale „Line Before the Event Horizon” to black
metal z tytułu tych bardziej ucywilizowanych, stosunkowo przystępnych ogólnej
opinii społecznej. Całość zaczyna się od „Path to the Void”, kawałka, jak na
moje ucho, bardzo mocno inspirowanego dokonaniami Inquisition. Takiego lekko
ugrzecznionego. Potem mamy całą masę melodii pod naszą rodzimą Mgłę. I nie
powiem, niektóre z nich są całkiem całkiem, choć wyraźnie słychać, że to
duplikat a nie oryginał. Choćby dlatego, że jednak brak w tym wszystkim
lekkości i polotu, a przede wszystkim ukrytej w kolcach pięknie wyglądającego
krzewu trucizny, którą częstuje M i spółka. Nie powiem zaraz, że to popłuczyny,
bo Ruskie się starają urozmaicać swoje kompozycje, wrzucając a to kapkę
klawiszy, a to kilka patentów bardzo mocno skręcających w klasyczny heavy
metal. Przykładem tego ostatniego niech będzie choćby „Neptune’s Aphelion”,
walący Iron Maiden na kilometr. Dla dodania odrobiny nostalgii mamy też bardzo
nastrojowy moment w wieńczącym krążek „Voice from the Black”. No i fajnie.
Tylko, że pomimo swojej teoretycznej poprawności, i kilku tak zwanych „momentów”,
całość wypada dość przeciętnie. Na zasadzie, że nie ma się do czego za bardzo
przyczepić pod względem i technicznym, jak i biorąc pod lupę produkcję. Nie
jest to materiał jednostajny czy nużący. Jego największą, w moich oczach, wagą
jest to, że, po pierwsze – jest zbyt odtwórczy (bo na dobrą sprawę stanowi
zlepek pomysłów podchwyconych z kilku źródeł), a po drugie – nie jest to black
metal który mieści się w mojej tego gatunku definicji. Zbytnio tu wszystko
ugrzecznione, za mało w tym Diabła czy czystej spontaniczności. Jak ktoś lubi
nowe płyty Behemoth, Belphegor czy Groza, niech śmiało sięga po „Line Before
the Event Horizon”, bo to propozycja dla niego. Mi to nie siadło, więc jak ktoś
chętny, płytę oddam za symboliczne piwo.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz