czwartek, 17 września 2026

Recenzja Theosophy “Line Before the Event Horizon”

 

Theosophy

“Line Before the Event Horizon”

Apocalyptic Witchcraft Rec. 2026

Ten rosyjski ansambl istnieje już ponad dwadzieścia lat, i właśnie wydaje swój siódmy pełnometrażowy materiał. Kiedy zastanawiałem się, dlaczego nigdy ich nazwa nie utknęła mi w głowie, spojrzałem na zdjęcie promocyjne, i od razu miałem pewną tezę. Ubiór panów muzyków jest bowiem nazbyt wymowny. Moja męska intuicja i tym razem mnie nie zawiodła. Nie wiem jak to wyglądało na poprzednich sześciu albumach, ale „Line Before the Event Horizon” to black metal z tytułu tych bardziej ucywilizowanych, stosunkowo przystępnych ogólnej opinii społecznej. Całość zaczyna się od „Path to the Void”, kawałka, jak na moje ucho, bardzo mocno inspirowanego dokonaniami Inquisition. Takiego lekko ugrzecznionego. Potem mamy całą masę melodii pod naszą rodzimą Mgłę. I nie powiem, niektóre z nich są całkiem całkiem, choć wyraźnie słychać, że to duplikat a nie oryginał. Choćby dlatego, że jednak brak w tym wszystkim lekkości i polotu, a przede wszystkim ukrytej w kolcach pięknie wyglądającego krzewu trucizny, którą częstuje M i spółka. Nie powiem zaraz, że to popłuczyny, bo Ruskie się starają urozmaicać swoje kompozycje, wrzucając a to kapkę klawiszy, a to kilka patentów bardzo mocno skręcających w klasyczny heavy metal. Przykładem tego ostatniego niech będzie choćby „Neptune’s Aphelion”, walący Iron Maiden na kilometr. Dla dodania odrobiny nostalgii mamy też bardzo nastrojowy moment w wieńczącym krążek „Voice from the Black”. No i fajnie. Tylko, że pomimo swojej teoretycznej poprawności, i kilku tak zwanych „momentów”, całość wypada dość przeciętnie. Na zasadzie, że nie ma się do czego za bardzo przyczepić pod względem i technicznym, jak i biorąc pod lupę produkcję. Nie jest to materiał jednostajny czy nużący. Jego największą, w moich oczach, wagą jest to, że, po pierwsze – jest zbyt odtwórczy (bo na dobrą sprawę stanowi zlepek pomysłów podchwyconych z kilku źródeł), a po drugie – nie jest to black metal który mieści się w mojej tego gatunku definicji. Zbytnio tu wszystko ugrzecznione, za mało w tym Diabła czy czystej spontaniczności. Jak ktoś lubi nowe płyty Behemoth, Belphegor czy Groza, niech śmiało sięga po „Line Before the Event Horizon”, bo to propozycja dla niego. Mi to nie siadło, więc jak ktoś chętny, płytę oddam za symboliczne piwo.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz