czwartek, 17 września 2026

Recenzja Old Year „No Dissent”

 

Old Year

„No Dissent”

Apocalyptic Witchcraft Rec. 2025

Cofniemy się dziś (do tyłu oczywiście) o rok. Bo warto. Niemal dwanaście miesięcy temu miała bowiem premierę debiutancka płyta Old Year. Jakże banalna to, i w sumie niezachęcająca, nazwa. Z drugiej strony, jakaż adekwatna do zawartości „No Dissent”. No kurde, słuchając tych nagrań, chwilami aż mi się łezka kręci w oku. Panowie pochodzą z Idaho, jest ich trzech (choć tak naprawdę niewiadomo oficjalnie, który na czym gra), i działają wspólnie jakoś od czasów pandemii. Ich debiutancki materiał składa się z czterech rozdziałów, tworzących łącznie trzydzieści sześć minut muzyki. Jak sobie można na szybko przeliczyć, nie są to kompozycje krótkie. Są za to przesiąknięte ołowiem. Powiedzmy sobie od razu, na tej płycie nie znajdziecie kompletnie niczego, co nie zostało zagrane wcześniej. Jednocześnie znajdziecie to, co zostało zagrane wcześniej  na najwyższym poziomie. Starczy  że rzucę taką nazwą jak Winter, tudzież Thergothon. Znacie? No to już wiecie jaki tu duszny panuje klimat. Każdy riff to potężne uderzenie kafarem w głowę. Niespiesznie owe uderzenia postępują, wyczekując, aż spod roztrzaskanej kości zacznie wypływać tkanka miękka. Wtedy dopiero poprawiają. Systematycznie, aż w końcu na owym „stole operacyjnym” pozostanie jedynie rozdrobniona na potęgę maź. Duszno w tych kompozycjach jak w rozgrzanym piekarniku, gęsto jak w świeżo wyleniej smole, i ciężko jak pod zalewem masy błotnej podczas powodzi natychmiastowej. Co istotne, poza owymi, wyjątkowo nieprzyjaznymi życiu warunkami do życia, Old Year wplatają w swoje kompozycje kapkę melodii. Takiej staroszkolnej, trochę pod Incantation (skojarzenie z tym bandem potęgują przewijające się tu i ówdzie sprzężenia). Z drugiej strony, zawalani jesteśmy mozolnymi wywrotkami gruzu, mogącymi poniekąd kojarzyć się nawet z Grave Upheaval. Jakichkolwiek porównań byśmy jednak nie używali, podstawowy fakt jest niezaprzeczalny. Old Year gniotą na potęgę, zachowując przy okazji wszelkie standardy starej daty, czy to pod względem brzmienia, czy samego sposobu montowania piosenek. Wykurwiście dobry album, którego sprawdzenie jest obowiązkiem każdego maniaka walców drogowych. Nie przegapcie tego debiutu!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz