Old
Year
„No Dissent”
Apocalyptic Witchcraft Rec. 2025
Cofniemy się dziś (do tyłu oczywiście) o rok. Bo
warto. Niemal dwanaście miesięcy temu miała bowiem premierę debiutancka płyta
Old Year. Jakże banalna to, i w sumie niezachęcająca, nazwa. Z drugiej strony,
jakaż adekwatna do zawartości „No Dissent”. No kurde, słuchając tych nagrań,
chwilami aż mi się łezka kręci w oku. Panowie pochodzą z Idaho, jest ich trzech
(choć tak naprawdę niewiadomo oficjalnie, który na czym gra), i działają
wspólnie jakoś od czasów pandemii. Ich debiutancki materiał składa się z
czterech rozdziałów, tworzących łącznie trzydzieści sześć minut muzyki. Jak
sobie można na szybko przeliczyć, nie są to kompozycje krótkie. Są za to
przesiąknięte ołowiem. Powiedzmy sobie od razu, na tej płycie nie znajdziecie
kompletnie niczego, co nie zostało zagrane wcześniej. Jednocześnie znajdziecie
to, co zostało zagrane wcześniej na
najwyższym poziomie. Starczy że rzucę
taką nazwą jak Winter, tudzież Thergothon. Znacie? No to już wiecie jaki tu
duszny panuje klimat. Każdy riff to potężne uderzenie kafarem w głowę.
Niespiesznie owe uderzenia postępują, wyczekując, aż spod roztrzaskanej kości
zacznie wypływać tkanka miękka. Wtedy dopiero poprawiają. Systematycznie, aż w
końcu na owym „stole operacyjnym” pozostanie jedynie rozdrobniona na potęgę
maź. Duszno w tych kompozycjach jak w rozgrzanym piekarniku, gęsto jak w świeżo
wyleniej smole, i ciężko jak pod zalewem masy błotnej podczas powodzi
natychmiastowej. Co istotne, poza owymi, wyjątkowo nieprzyjaznymi życiu
warunkami do życia, Old Year wplatają w swoje kompozycje kapkę melodii. Takiej
staroszkolnej, trochę pod Incantation (skojarzenie z tym bandem potęgują
przewijające się tu i ówdzie sprzężenia). Z drugiej strony, zawalani jesteśmy
mozolnymi wywrotkami gruzu, mogącymi poniekąd kojarzyć się nawet z Grave
Upheaval. Jakichkolwiek porównań byśmy jednak nie używali, podstawowy fakt jest
niezaprzeczalny. Old Year gniotą na potęgę, zachowując przy okazji wszelkie
standardy starej daty, czy to pod względem brzmienia, czy samego sposobu
montowania piosenek. Wykurwiście dobry album, którego sprawdzenie jest
obowiązkiem każdego maniaka walców drogowych. Nie przegapcie tego debiutu!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz