poniedziałek, 14 września 2026

Recenzja Hexbane „From Hell”

 

Hexbane

„From Hell”

The Circle Music / Hell’s Fire Rec. 2026

Dziś mała przystaweczka. Zespół nowy, lecz ludzie za nim stojący do nowicjuszy nie należą. Można wręcz powiedzieć, że to taki mały all-stars band. Kogo my tu mamy… Jest The Magus (tu wymieniać zasług chyba nie trzeba), George Emmanuel (Rotting Christ, ex), Tas Danazoglou (ex. Electric Wizard), no i Faust (wiadomo).  „From Hell” to tylko dwa kawałki, trwające łącznie koło dziesięciu minut. Natomiast muzyka tego kwartetu to taka mieszanka Grecji ze Skandynawią. Same struktury obu kompozycji zawierają zarówno to, co cechuje Helladę, jak i skute lodem północne szczyty. Linie perkusyjne w pierwszym kawałku to typowy dla Rotting Christ czy Varathron beat, po którym od razu wie się, skąd muzycy pochodzą. Podobnie sprawa ma się z gitarami, które w kawałku tytułowym lekko wskazują na Grecję, aczkolwiek nieprzesadnie nachalnie, bo wkrada się do nich też trochę drugiej fali z przeciwległego krańca kontynentu. Jak wypadają wokale chyba tłumaczyć nie należy, zwłaszcza wiedząc, kto za nie odpowiada. W drugiej połowie „From Hell” panowie na chwilę zwalniają, i wówczas wchodzimy w nastrój nieco bardziej melancholijny. „Nefarious Spells” to podobna mieszanka (pod koniec słyszymy naprawdę niezłe tremolando, a także wskakujemy na chwilę w rytm d-beatowy), i powiem wam szczerze, że miks obu wzorców stylistycznych wychodzi tym gentlemanom naprawdę ciekawie. Nie ma w tym może niczego, co totalnie porywa, ale na pewno nie jest to granie jakich na rynku wydawniczym pełno. Zajawka zatem jakaś jest, całkiem niezła, ale zastanawiam się, jak Hexbane rozwiną swoje pomysły na dłuższym wydawnictwie, które zapewne za czas jakiś będzie dane nam usłyszeć. No chyba, że to taki jednorazowy eksperyment, choć to nie wierzę. Czekać z wypiekami na twarzy nie będę, ale nazwę zapamiętuję.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz