Fog
Wall
„Gloomweaver”
Independent 2026
Fog Wall… Fajna nazwa, pomyślałem. Okładka jednak
odstraszała, przypominając raczej jakiś obrazek do gry komputerowej klasy B, i
to niekoniecznie świeżej. Ale raz kozie śmierć, w najgorszym przypadku będę
żałował straconych trzech kwadransów życia, bowiem tyle całość trwa.
„Gloomweaver” to dziesięć kawałków hybrydy deathmetalowej. Dlaczego hybrydy? Bo
odłamów rzeczonego gatunku występuje na tych nagraniach kilka. Zacznijmy od
siermiężnych (takowe przeważają), dość monotonnych w sumie, opartych na
wielokrotnie powtarzanym rytmie, akordów. One stanowią kręgosłup tego krążka.
Brzmi to troszkę jak bardzo ubogi kuzyn Dying Fetus, albo bardziej
udeath’owiony Crowbar. Nic w tym złego, poza tym, że… strasznie to nużące, bo
większość kawałków jest do siebie mocno przez to podobnych. Druga sprawa, że
brzmienie tych nagrań jest tragiczne. Ni to wypolerowane, ni rozklekotane,
jakby wygenerowane komputerowo, zupełnie bez duszy. Wkurwiają trykające stopy
(zgaduję, że to automat), i ogólnie mam pod tym względem wrażenie braku poczucia
smaku. Może chłopaki po prostu ścieżki gitar faktycznie nagrali na komputerze?
Tym bardziej to zastanawia, że w składzie jeden z panów odpowiada za wokal, a
drugi za wokal i bas, więc trop byłby całkiem słuszny. Ale wróćmy do samych
kompozycji. Chwilami następują tutaj zrywy, ale na dobrą sprawę wcale nie
niwelują one wszechobecnej nudy, tylko ją pogłębiają. W notce prasowej stoi, że
to płyta dla fanów Morbid Angel. Jeśli faktycznie jakichkolwiek inspiracji tym
zespołem można się tu doszukać, to właśnie w partiach szybszych, brzmiących jak
nieudane popłuczyny po „Heretic”. Notka kłamie też, że jest w tych nagraniach
coś z Type O Negative. Nie mam pojęcia o co chodzi, bo jeśli o ten średnio
odegrany cover „The Profit of Doom”, to chyba opis zawiera nazwę tą upchniętą
na siłę z braku innych pomysłów. Ostatnią składową „Gloomweaver” są wkręty na
podobiznę technicznego death metalu i zespołów pokroju Wormed, czy innych
rzeźbiarzy. Też oczywiście mocno to uproszczone, i koło drugoligowych
przedstawicieli tej odmiany metalu śmierci nawet nie stało. Aha, zostały
jeszcze wokale. Mamy dwa. Wyższy i niższy, czasem występujące solo, czasem w
duecie. Nudne tak samo jak muzyka Fog Wall. Ech, jednak straciłem te
czterdzieści pięć minut życia, bo mogłem w tym czasie zrobić coś bardziej
pożytecznego, na przykład posprzątać łazienkę. A teraz żona wróci z roboty i
będzie sapać, że syf. Jak nie chcecie mieć podobnie, to nie powtórzcie mojego
błędu, tylko gąbka i szmatka w dłoń, i do łazienki marsz! Przyjemniejsze to, bo
se samemu można pośpiewać, i pożyteczniejsze.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz