Venomous Echoes
“Ŋvęŧş: Violator of Mater”
I, Voidhanger Rec. 2026
Jak tak sobie spojrzeć, to Ben Vanweelned, bo to on
kryje się za tym jednoosobowym projektem, jest w swoich poczynaniach niemal
matematycznie obliczony i konsekwentny. To już czwarty krążek Venomous Echoes,
i trzeci wydany niemal dokładnie w rok po poprzednim. Podobna systematyczność
towarzyszy jego zawartości muzycznej, choć w tym przypadku z matematycznym
obliczaniem ma ona niewiele wspólnego. Można by wręcz powiedzieć, że jest jej
zaprzeczeniem. Kto czytał recenzje dotyczące „Split Formations and Infinite
Mania”, czy „Dysmor”, ten wie mniej więcej czym są dźwięki Amerykanina z Ohio.
Są wirem, centrum tornada, okiem cyklonu, albo, jak głosi tytuł najnowszego
krążka – burzycielem materii. To death / black metal oparty na ciągłych
zmianach. Zarówno w sposobie kostkowania, dozowaniu napięcia, linii melodycznych
i tempa. W jednej chwili wystawieni jesteśmy na niesamowitą, chaotyczną wręcz
nawałnicę, ekstremalne gradobicie w wyładowaniami atmosferycznymi, by
niespodziewanie przenieść się w oazę spokoju, przynajmniej teoretycznego.
Sposób w jaki Ben składa ze sobą poszczególne fragmenty, jak wspomniałem,
przeczy logice. Można powiedzieć, że to nie ten sam zestaw klocków, że autor
pomieszał przynajmniej cztery zestawy. Bo gitary grają swoje opętańcze melodie
(nadal najmocniej kojarzące się chyba z Morbid Angel), perkusja wybija
niejednokrotnie rytm całkowicie nie po ich linii, w tle pojawiają się klawisze
pasujące tu jak pięść do nosa, a wokale wyrzygują teksty jakby z zupełnie innej
piosenki. Trochę to może przypominać podobny projekt z tej samej stajni, a
mianowicie francuski Esoctrilihum, do którego już chyba kiedyś Venomous Echoes
porównałem, ale tym razem owe konekcje zdają mi się jeszcze silniejsze. Mniej
niż zwykle na tej płycie elementów ambientowo noise’owych, więcej „gęstego”.
Jednak, tak samo jak poprzedniczki, „Ŋvęŧş: Violator of Mater” jest
materiałem równie ciężko przystępnym, i w sumie wymagającym sporego
samozaparcia. Bo rozgryzienie wszystkiego co się tutaj dzieje w pełni, możliwe
jest dopiero po kilku(nastu?) odsłuchach. Wytrwałym polecam, mniej cierpliwym
odradzam.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz