Imperathron
„Polemos Pater Panton”
Caverna Abismal Rec. 2026
Imperathron pochodzą z Chile, i działają od lat
sześciu. Czyli w zasadzie świeżynka, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nagrali se
dotychczas tylko taśmę demo oraz EP-kę. Tu oczywiście wielkie propsy ode mnie,
wiadomo za co. Chwilę temu portugalska Caverna Abismal Records wydała im
debiutancki krążek, a jako iż, domniemuję, mało kto nazwę zespołu kojarzy, no
chyba że najbardziej zatwardziali przeszukiwacze podziemia, w trzech zdaniach
opowiem wam, niczym bajarka, co to za twór. Że z Chile? Można powiedzieć równie
dobrze, „I cóż, że ze Szwecji?”. Z typowym brzmieniem Chile chłopaki mają tyleż
wspólnego, co ja ze święconą wodą. Czyli wiem co to, ale po goleniu nie używam.
Bardziej bym ich skojarzył, oczywiście nie wiedząc uprzednio nic więcej, z
naszą rodzimą sceną z okresu roku dwutysięcznego. Chłopaki łoją bowiem death
metal inspirowany Ameryką, i jej najlepszymi wzorcami, zboczony poniekąd bardzo
sterylną produkcją. Nie na tyle, by ją od razu określić mianem szpitalnej, ale
zdecydowanie czystszej, niż w zamiarze mieli to muzycy Modbid Angel
(przynajmniej do „Heretic”), Deicide czy Incantation. Czyli wszystko słychać,
wszystko jest czyściutkie, nic we mgle nie ginie. Nie znaczy to, że jest na
podobę Origin czy innego Wormed, ale powiedzmy że jakoś tak pośrodku. Tak,
owszem, nadmienić trzeba przy okazji, że jest to brzmienie sprzyjające mocnemu
pierdolnięciu. Bo pierdolnięcie ten album ma. Podobne do naszego Dies Irae.
Jest przy okazji oparty głównie na tempie szybkim, bardzo szybkim, tudzież
blastującym, i mocno podkręconym riffowaniu. To czysty death metal,
skonstruowany jednak z precyzją chirurga. Co mam na myśli? To, że kawałki
Imperathron są jakby… obliczone i wymierzone co do nutki. Według prawideł
późniejszego odłamu gatunku wszystko tu się zgadza. Jest brutalnie w chuj, jest
masywnie, wokale rzygają odżołądkowo… Tylko że jest to dla mnie totalne
zaprzeczenie tego, co znam ze sceny południowoamerykańskiej! I chyba przede
wszystkim to nie od tej płyty odpycha. Nie czuję w tej muzyce spontanu, pasji,
szczerości. To poprawny, może nawet i dobry, album dla odbiorców niewymagających.
Dla mnie to materiał na góra dwa odsłuchy, przy czym drugi głównie po to, by
się utwierdzić w przekonaniu, że się nie pomyliłem w ocenie. Ale jak ktoś lubi
taki trochę ładniej uczesany death metal, to powinien być zadowolony.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz