Necrocene
„Scumocracy”
Personal
Rec. 2026
Necrocene to kolejny przedstawiciel staroszkolnego
death metalu. Zespół na scenie nowy, choć ludzie wchodzący w jego skład swoją
obecność w światki metalowym zdążyli już zaznaczyć. Nie będę tu jednak
wymieniał konkretnych nazw, gdyż kompletnie nic mi one nie mówią. W każdym
razie, ten włoski skład zarejestrował dwa lata temu debiutancką EP-kę, a teraz
przyszedł czas na pełen album. Zawiera on intro, interludium w połowie albumu,
oraz osiem kawałków, jak już wspomniałem, death metalu o klasycznym wydźwięku.
Tym razem nie jest to jednak kolejna wariacja a temat Morbid Angel czy
Immolation. Zdecydowanie bliżej tym nagraniom do Obituary, Morgoth czy Death z
wczesnego okresu. Same struktury kawałków to klasyk ze wspomnianych lat. Przede
wszystkim się tutaj riffuje. Nie zagęszcza niepotrzebnie, nie forsuje
niepotrzebnie tempa, nie łamie melodii, nie szpanuje techniką ani przesadnie
nie kombinuje. Zresztą najbardziej adekwatnym porównaniem jest tutaj wymienione
wcześniej Obituary. Podobnie, Necrocene potrafią zagrać chwytliwy riff, i w
jego otoczeniu dobudować resztę utworu. Może się to w zasadzie wydawać nieco
schematyczne i siermiężne, i poniekąd takie jest, choć to w tym przypadku żaden
zarzut, bo tej odłam death metalu przecież tak właśnie ma. Tutaj ważną rolę
odgrywa rytmika, a ta zdecydowanie, w towarzystwie ciężkiego akordu, zachęca do
pokiwania głową, albo przynajmniej zrobienia srogiej miny do stojącego obok
ziomka. Pod względem brzmienia jest bardzo przyzwoicie, choć według mnie perka
stuka ciut za płasko, ale to taki drobny detal. Wokalnie jest „po standardzie”,
i w zasadzie jak tak podsumować, to „Scumocracy” niczym szczególnym się nie
wyróżnia. Nie jest to materiał zły, czy słaby, jednak dwie rundki z nim mi całkowicie wystarczą, i nie
sądzę abym do tych nagrań kiedykolwiek wrócił. Nie mniej jednak sprawdzić można.
A nóż komuś wkręci się bardziej.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz