środa, 30 września 2026

Recenzja Necrocene „Scumocracy”

 

Necrocene

„Scumocracy”

Personal Rec. 2026

Necrocene to kolejny przedstawiciel staroszkolnego death metalu. Zespół na scenie nowy, choć ludzie wchodzący w jego skład swoją obecność w światki metalowym zdążyli już zaznaczyć. Nie będę tu jednak wymieniał konkretnych nazw, gdyż kompletnie nic mi one nie mówią. W każdym razie, ten włoski skład zarejestrował dwa lata temu debiutancką EP-kę, a teraz przyszedł czas na pełen album. Zawiera on intro, interludium w połowie albumu, oraz osiem kawałków, jak już wspomniałem, death metalu o klasycznym wydźwięku. Tym razem nie jest to jednak kolejna wariacja a temat Morbid Angel czy Immolation. Zdecydowanie bliżej tym nagraniom do Obituary, Morgoth czy Death z wczesnego okresu. Same struktury kawałków to klasyk ze wspomnianych lat. Przede wszystkim się tutaj riffuje. Nie zagęszcza niepotrzebnie, nie forsuje niepotrzebnie tempa, nie łamie melodii, nie szpanuje techniką ani przesadnie nie kombinuje. Zresztą najbardziej adekwatnym porównaniem jest tutaj wymienione wcześniej Obituary. Podobnie, Necrocene potrafią zagrać chwytliwy riff, i w jego otoczeniu dobudować resztę utworu. Może się to w zasadzie wydawać nieco schematyczne i siermiężne, i poniekąd takie jest, choć to w tym przypadku żaden zarzut, bo tej odłam death metalu przecież tak właśnie ma. Tutaj ważną rolę odgrywa rytmika, a ta zdecydowanie, w towarzystwie ciężkiego akordu, zachęca do pokiwania głową, albo przynajmniej zrobienia srogiej miny do stojącego obok ziomka. Pod względem brzmienia jest bardzo przyzwoicie, choć według mnie perka stuka ciut za płasko, ale to taki drobny detal. Wokalnie jest „po standardzie”, i w zasadzie jak tak podsumować, to „Scumocracy” niczym szczególnym się nie wyróżnia. Nie jest to materiał zły, czy słaby, jednak dwie  rundki z nim mi całkowicie wystarczą, i nie sądzę abym do tych nagrań kiedykolwiek wrócił. Nie mniej jednak sprawdzić można. A nóż komuś wkręci się bardziej.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz