wtorek, 29 września 2026

Recenzja Crimson Coven „I-The Forge”

 

Crimson Coven

„I-The Forge”

Cruz Del Sur Music 2026

Crimson Coven to powstały trzy lata temu, hiszpański kwintet, który właśnie wydaje swój debiutancki album. Niesie on ze sobą dziewięć numerów mieszanki starego Candlemass czy Solitude Aeturnus z Manowar. Zatem w przypadku „I-The Forge” mamy do czynienia z fuzją epickiego heavy z klasycznym doom metalem. Można się więc domyślić, jak muzykują Hiszpanie. To porywające refreny, melodyjne solówki i sporo rytmicznego kostkowania w średnich i wolnych tempach. Panowie nie spieszą się zbytnio, skupiając się na klimacie swojej płyty, która kreuje hymniczną atmosferę. Atmosferę, która także jest przepełniona tajemniczością i magią oraz całymi pokładami mrocznego romantyzmu. Kreuje to ciężkie i mozolne aranżacje, które oprócz enigmatycznej i heroicznej aury, dostarczają również sporej dawki ponurych melodii. Materiał od Crimson Coven potrafi przytłoczyć swoją gęstością i agogiką na wędzidle, ale również i przyciągnąć mistycznymi riffami, które wprowadzają do „I-The Forge” pokaźną liczbę elementów wyraźnie baśniowych. Duży udział w tym charakterystycznym anturażu mają wokale, którymi niejaki „J” z pewnością nie dorównuje takim śpiewakom jak Messiah Marcolin i Eric Adams, ale doskonale daje sobie radę, kusząc słuchaczy, aby zostali z tym wydawnictwem na dłużej. Fani klasycznych brzmień i tych bliższych naszym czasom w postaci chociażby takich kapel jak Dolmen Gate czy Atlantean Kodex, powinni bez lęku sięgnąć po pierwszy album Crimson Coven.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz