Soothsayer
„The Unbinding”
Apocalyptic Witchcraft Rec. 2026
Soothsayer to kwartet muzyków z Cork, w Irlandii. Panowie
muzykują wspólnie od jakichś trzynastu lat, i dochrapali się w tym okresie
dwóch EP-ek, splitu, albumu live, oraz debiutanckiej płyty. Ta ostatni ukazała
się pięć lat temu. Najwyższy był zatem czas na następcę „Echoes of the Earth”.
Stąd też niedawno światło dzienne ujrzał „The Unbinding”, materiał składający
się z pięciu nowych kompozycji, będących naturalnym wynikiem ewolucji muzyki rzeczonego
bandu. „Czymże jest ta twórczość?” zapytają zapewne ci, którzy nazwę Soothsayer
słyszą po raz pierwszy. Ano… tak na dobrą sprawę niczym nowym ani nowatorskim.
Panowie nie odkrywają bowiem Ameryki, łącząc w swoich kompozycjach ciężar z
pogranicza doom / sludge z przyspieszeniami wyciągniętymi z worka podpisanego
„druga fala black metalu”. Z tym jednak zastrzeżeniem, że nawet biorąc pod
uwagę licznych przedstawicieli takiego odłamu, Irlandczycy znaleźli w tym całym
grajdołku swoje własne miejsce, zaznaczając je, niczym piesek na spacerze,
stylistyką, której nie przykleisz twardo pod żadną inną ,bardziej klasyczną
nazwę. Trzeba przyznać, że utwory na „The Unbinding” zawierają cały przekrój
stylów riffowania (od powolnych, masywnych akordów, po szybsze kostkowanie),
melodii (od ponurych i wpędzających w depresyjny nastrój, po niemal wesołe,
trochę punkowe), czy wokali (growle, śpiewy, efekty). Gdyby uogólniać,
zdecydowanie więcej na tej płycie klimatu, tempa wolnego, i budowania napięcia.
Siląc się na porównania mógłbym rzucić tutaj nazwami pokroju My Dying Bride
(wczesny), Novembers Doom, Doom:VS czy The Moth Gatherer. Natomiast malując
dźwiękiem, wyszedłby mi pewnie jakiś ponury, szary pejzaż, możliwe że dawno
opuszczonego i zapomnianego miejsca. Soothsayer
potrafią bardzo umiejętnie dozować napięcie, utrzymywać w ciągłym oczekiwaniu,
nie nudzić i nie zagadywać odbiorcy, nawet jeśli ze ścieżki głównej chwilami
nieoczekiwania schodzą i zaskakują nieoczekiwanymi pomysłami. W zasadzie na
„The Unbinding” jest tylko jeden element, który mi nie do końca pasuje, a są
nim zbyt podniosłe chyba, trochę pompatyczne śpiewy w ostatnim, najdłuższym na
płycie „A Vague Shimmer”. Poza ta jedną, niezbyt głęboką zresztą rysą,
przyznaję, że Soothsayer w swoim gatunku mogą zdecydowanie konkurować z elitą.
Warto w wolnej chwili zwrócić na nich uwagę.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz