wtorek, 15 września 2026

Recenzja Soothsayer „The Unbinding”

 

Soothsayer

„The Unbinding”

Apocalyptic Witchcraft Rec. 2026

Soothsayer to kwartet muzyków z Cork, w Irlandii. Panowie muzykują wspólnie od jakichś trzynastu lat, i dochrapali się w tym okresie dwóch EP-ek, splitu, albumu live, oraz debiutanckiej płyty. Ta ostatni ukazała się pięć lat temu. Najwyższy był zatem czas na następcę „Echoes of the Earth”. Stąd też niedawno światło dzienne ujrzał „The Unbinding”, materiał składający się z pięciu nowych kompozycji, będących naturalnym wynikiem ewolucji muzyki rzeczonego bandu. „Czymże jest ta twórczość?” zapytają zapewne ci, którzy nazwę Soothsayer słyszą po raz pierwszy. Ano… tak na dobrą sprawę niczym nowym ani nowatorskim. Panowie nie odkrywają bowiem Ameryki, łącząc w swoich kompozycjach ciężar z pogranicza doom / sludge z przyspieszeniami wyciągniętymi z worka podpisanego „druga fala black metalu”. Z tym jednak zastrzeżeniem, że nawet biorąc pod uwagę licznych przedstawicieli takiego odłamu, Irlandczycy znaleźli w tym całym grajdołku swoje własne miejsce, zaznaczając je, niczym piesek na spacerze, stylistyką, której nie przykleisz twardo pod żadną inną ,bardziej klasyczną nazwę. Trzeba przyznać, że utwory na „The Unbinding” zawierają cały przekrój stylów riffowania (od powolnych, masywnych akordów, po szybsze kostkowanie), melodii (od ponurych i wpędzających w depresyjny nastrój, po niemal wesołe, trochę punkowe), czy wokali (growle, śpiewy, efekty). Gdyby uogólniać, zdecydowanie więcej na tej płycie klimatu, tempa wolnego, i budowania napięcia. Siląc się na porównania mógłbym rzucić tutaj nazwami pokroju My Dying Bride (wczesny), Novembers Doom, Doom:VS czy The Moth Gatherer. Natomiast malując dźwiękiem, wyszedłby mi pewnie jakiś ponury, szary pejzaż, możliwe że dawno opuszczonego i zapomnianego  miejsca. Soothsayer potrafią bardzo umiejętnie dozować napięcie, utrzymywać w ciągłym oczekiwaniu, nie nudzić i nie zagadywać odbiorcy, nawet jeśli ze ścieżki głównej chwilami nieoczekiwania schodzą i zaskakują nieoczekiwanymi pomysłami. W zasadzie na „The Unbinding” jest tylko jeden element, który mi nie do końca pasuje, a są nim zbyt podniosłe chyba, trochę pompatyczne śpiewy w ostatnim, najdłuższym na płycie „A Vague Shimmer”. Poza ta jedną, niezbyt głęboką zresztą rysą, przyznaję, że Soothsayer w swoim gatunku mogą zdecydowanie konkurować z elitą. Warto w wolnej chwili zwrócić na nich uwagę.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz