niedziela, 13 września 2026

Recenzja Otras „Na Krídlach Morovida”

 

Otras

„Na Krídlach Morovida”

Into Endless Chaos Rec. 2026

Otras to stosunkowo młody zespół, bowiem panowie wystartowali zaledwie sześć lat temu. Jednocześnie jest to skład działający zdecydowanie intensywnie (mimo udziału w innych projektach), bo przez ten czas, pod rzeczonym szyldem ukazała się demówka, EP-ka, debiutancki album, i aż pięć splitów. Niemało, sami przyznacie. Lada chwila, nakładem niemieckiej Into Endless Chaos Records światło dzienne ujrzy drugi pełniak Słowaków, o widocznym powyżej tytule. Słowacja do potentatów black metalu może i nie należy, ale i z tego kraju ostatnimi czasy kilka bardzo ciekawych pozycji na świat wyjrzało. Do tego grona od dziś zaliczam również Otras. Powiem wam szczerze, że album ten trafił mnie prosto w serce od pierwszych tonów. No, może od drugich, bo na wstępie mamy krótkie intro. Potem jednak „dzieje się Norwegia”. I to taka najbardziej klasyczna, z samego początku drugiej fali. Co mnie pozytywnie zaskoczyło już na wstępie, to brzmienie. Doskonale wiecie, że wiele materiałów przewija się przez moje ręce, ale tak wspaniała, garażowa, przesiąknięta punkiem surowizna, nie trafia się każdego dnia. To, co Słowakom udało się osiągnąć lecąc „Na Skrzydłach Morovida”, to praktycznie etalon pierwotnego blackmetalowego brzmienia. Wysoko strojone gitary, niedbale skręcona perka, można powiedzieć – prawilny syf. Z drugiej strony, wszystko jest tutaj doskonale słyszalne, a wychodzące chwilami nieco do przodu linie basu brzmią zaskakująco czytelnie, i bynajmniej nie tworzą wyłącznie obowiązkowego podkładu. Muzycznie… Sroga zima, z okresowym gradobiciem, a także nieprzewidzianymi przez prognozę pogody blizzardami. Surowizna i chłód. Niby same harmonie nie są na tych nagraniach specjalnie skomplikowane, raczej można je sklasyfikować jako proste, ale z drugiej strony tworzą wkręcające się w łeb melodie, dokładnie tak jak bywało to za czasów narodzin gatunku. Otras zapewne nie pogniewają się, jeśli powiem wprost, że ich twórczość to wypadkowa wczesnego Mayhem, Darkthrone, Carpathian Forest, czy Darvaza (żeby nie wypisywać tutaj całego nieświętego dekalogu). Inspiracje to raz, ale sposób w jaki panowie przekuwają je na swój własny sposób, dodając do swoich kompozycji nieco punkowej skoczności (poza typowymi dla gatunku, przewijającymi się miejscowo d-beatami), naprawdę zasługuje na najwyższe uznanie. Kiedy słucham „Na Krídlach Morovida” mam wrażenie jakbym znalazł jakiś pominięty przeze mnie trzy i pół dekady temu materiał. Wszystko mi się tu idealnie zgadza. To jest black metal na jakim dorastałem, który pokochałem, który mnie kształtował, który towarzyszy mi, dzięki takim aktom jak Otras, do dziś. No ja pierdolę… Najwyższa rekomendacja!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz