Otras
„Na Krídlach Morovida”
Into Endless Chaos Rec. 2026
Otras to stosunkowo młody zespół, bowiem panowie
wystartowali zaledwie sześć lat temu. Jednocześnie jest to skład działający
zdecydowanie intensywnie (mimo udziału w innych projektach), bo przez ten czas,
pod rzeczonym szyldem ukazała się demówka, EP-ka, debiutancki album, i aż pięć
splitów. Niemało, sami przyznacie. Lada chwila, nakładem niemieckiej Into
Endless Chaos Records światło dzienne ujrzy drugi pełniak Słowaków, o widocznym
powyżej tytule. Słowacja do potentatów black metalu może i nie należy, ale i z
tego kraju ostatnimi czasy kilka bardzo ciekawych pozycji na świat wyjrzało. Do
tego grona od dziś zaliczam również Otras. Powiem wam szczerze, że album ten
trafił mnie prosto w serce od pierwszych tonów. No, może od drugich, bo na
wstępie mamy krótkie intro. Potem jednak „dzieje się Norwegia”. I to taka
najbardziej klasyczna, z samego początku drugiej fali. Co mnie pozytywnie
zaskoczyło już na wstępie, to brzmienie. Doskonale wiecie, że wiele materiałów
przewija się przez moje ręce, ale tak wspaniała, garażowa, przesiąknięta
punkiem surowizna, nie trafia się każdego dnia. To, co Słowakom udało się
osiągnąć lecąc „Na Skrzydłach Morovida”, to praktycznie etalon pierwotnego
blackmetalowego brzmienia. Wysoko strojone gitary, niedbale skręcona perka,
można powiedzieć – prawilny syf. Z drugiej strony, wszystko jest tutaj
doskonale słyszalne, a wychodzące chwilami nieco do przodu linie basu brzmią
zaskakująco czytelnie, i bynajmniej nie tworzą wyłącznie obowiązkowego
podkładu. Muzycznie… Sroga zima, z okresowym gradobiciem, a także
nieprzewidzianymi przez prognozę pogody blizzardami. Surowizna i chłód. Niby
same harmonie nie są na tych nagraniach specjalnie skomplikowane, raczej można
je sklasyfikować jako proste, ale z drugiej strony tworzą wkręcające się w łeb
melodie, dokładnie tak jak bywało to za czasów narodzin gatunku. Otras zapewne
nie pogniewają się, jeśli powiem wprost, że ich twórczość to wypadkowa
wczesnego Mayhem, Darkthrone, Carpathian Forest, czy Darvaza (żeby nie
wypisywać tutaj całego nieświętego dekalogu). Inspiracje to raz, ale sposób w
jaki panowie przekuwają je na swój własny sposób, dodając do swoich kompozycji
nieco punkowej skoczności (poza typowymi dla gatunku, przewijającymi się
miejscowo d-beatami), naprawdę zasługuje na najwyższe uznanie. Kiedy słucham
„Na Krídlach Morovida” mam wrażenie jakbym znalazł jakiś pominięty przeze mnie
trzy i pół dekady temu materiał. Wszystko mi się tu idealnie zgadza. To jest
black metal na jakim dorastałem, który pokochałem, który mnie kształtował,
który towarzyszy mi, dzięki takim aktom jak Otras, do dziś. No ja pierdolę…
Najwyższa rekomendacja!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz