czwartek, 10 września 2026

Recenzja Flame „Ignis Draconis Daemonicus”

 

Flame

„Ignis Draconis Daemonicus”

Primitive Reaction 2026

Flame to kapela z Finlandii, która muzykuje już sobie od 1998 roku, a składa się z byłych członków takich brygad jak Barathrum i Urn. Od momentu powstania nie uzbierali na swym koncie zbyt dużo nagrań, bo to jest kilka demosów, dwie epki i tyle samo splitów oraz dwa pełniaki. Najnowszy, „Ignis Draconis Daemonicus” jest jakby nie patrzeć, trzecim albumem, na którym Finowie kontynuują dewastację za pomocą black-thrashowych dźwięków. Panowie grzeją ostro i w sposób stanowczy, wykorzystując dobrodziejstwa z tradycji gatunku, nawiązując swymi charyzmatycznymi akordami do takich szyldów jak wczesny Bathory i Vulcano, ale kilka skojarzeń z Celtic Frost czy Venom, może podczas odsłuchu tego materiału również się komuś nasunąć. Nie znaczy to jednak, że Flame uprawia jakąś zrzynkę, bo napierdala jadowity metal na swoją modłę. Fuzja szybkich i średnio-tempowych riffów, do których dołączają uwierające piekielnym piskiem solówki i rytmiczne zwolnienia. To bolesne, lecz i dość chwytliwe biczowanie w takt diabelskiej sekcji rytmicznej oraz w towarzystwie zadziornych wokali. Brzmienie gitar twarde i lodowate, bas wycofany, a beczki także nieco schowane, dając pierwszeństwo żyletkowatym wiosłom i zdartemu gardłu gościa przy mikrofonie. Wieje tu siarką i szatańskimi odchodami na kilometr. Wszystko utrzymane w duchu czasów minionych więc nic nowego tu nie znajdziecie. Za to dostaniecie lanie, ponieważ to brudne kostkowanie, generuje dziką i wściekłą muzę, która wpuszcza wpierdol artystyczny. Mroczny, złowieszczy i surowy black-thrash, zagrany z werwą i sercem, powodujący mimowolne machanie łbem. Zatem dozujcie sobie ten materiał oszczędnie, bo się urwie… i co wtedy? Stracicie głowę i chuj.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz