czwartek, 24 września 2026

Recenzja Disconnect „Demo 2026”

 

Disconnect

„Demo 2026”

Szpadel Rec. 2026

Kilka dni temu obwieszczono wszem i wobec, że pochodzący z mojego miasta, dobrze zapowiadający się Büddah, po wydaniu jedynie EP-ki i debiutanckiej płyty, zakończył działalność. A już miałem nadzieję, że będę za jakiś czas dumny z ziomali. Głównodowodzący jest jednak najwyraźniej człowiekiem, który nie odpuszcza, bo mam właśnie przed sobą demo kolejnego projektu Jelenia (ja pierdolę, szczerze, żeby sobie wybrać taką ksywkę, to trzeba być mocno odurzonym haha!), choć z kompletnie innej beczki. Materiał ten jest krótki, prosty i treściwy. Przy czym słowo „prosty” jest w zasadzie jego istotą. To czysto punkowe granie z lekko metalowym posmakiem. Kompletnie nieodkrywcze, nie wychodzące poza ramy standardów, nie szukające nowych ścieżek. To takie typowe, prymitywne napierdalanie na poziomie B klasy, gdzie kompozycje oparte są na dosłownie dwóch / trzech akordach, z perkusją wystukującą głównie d-beaty, banalnym przekazem słownym krzyczanym w niewysublimowany sposób. Nawet jeśli panowie na chwilę zwalniają, to tylko po to, by za chwilę znów przejść w ten klasyczny, irokezowy rytm, przy którym chce się skoczyć na parkiet i potańcować, tudzież komuś „niechcący” zajebać z łokcia. Można powiedzieć, że w podobny sposób gra milion kapel. Owszem, nie zaprzeczę. Ale jakoś zawsze, kiedy chlapnę piwo, dwa, góra cztery, to taka muzyka sprawia mi w chuj radochy. A Disconnect odgrzewają przypalonego sto razy kotleta w sposób, który sprawia, iż smakuje on naprawdę przyzwoicie. Śpiewane, tudzież krzyczane, jest tu po naszemu, nagrania brzmią poniekąd reh’owo (czyli tak, jak przykazania nakazują), jak na pierwsze demo nic temu wydawnictwu zarzucić nie potrafię. Pewnie, że do elity gatunku Bydgoszczanom sporo brakuje, ale i tak te osiem minut to naprawdę solidny liść na twarz, pokazanie fvck’a modom, wydalenie odustne zalegającej w bebechach żółci. Te pięć piosenek to, o czym mam nadzieję przekonać się jak najszybciej, typowe rozpierdalatory na żywca. I to nie tylko i wyłącznie dlatego, że na koncert zespołu przyszliby ludzie po lekkim spożyciu. Lubię takie granie, bo lubię prostotę i młodzieńczy bunt. A tym muzyka Disconnect jest przesiąknięta. Sprawdźcie sobie w wolnej chwili. Myślę, że warto.

- jesusatan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz