Purulentum
„Promo
2026”
Independent 2026
Purulentum to świeżynka na krajowej scenie. W
zasadzie zespól nie doczekał się jeszcze nawet wzmianki na Metal Archives.
Wiadomo jednak, że chłopaki są ze stolicy, i zagrają na najbliższej edycji
Death Is Not The End. Z tejże okazji otrzymałem od organizatora kasetkę z
pierwszymi nagraniami zespołu. Owa taśma sama w sobie jest dość, jak na dzisiejsze czasy, nietypowa. To
klasyczna „dziewięćdziesiątka” Maxwell, przy czym zagrana w niecałych piętnastu
minutach. Chyba coś koło dwunastu. Na prymitywnej wkładce widnieje natomiast
adnotacja „ Use rest of this tape to keep the underground alive”. Do tego
nabazgrany odwrócony krzyż, kontakt do zespołu… i tyle. No, kurwa, cudownie.
Podobnie cudowna jest sama muza. Powiem wam tak… Gdyby każdy młody zespół
nagrywał takie demo, to ja bym mógł w zasadzie słuchać tylko i wyłącznie
demówek. Bo goście mają wspaniały sposób na odgrzanie przedwczorajszego kotleta
po swojemu. Na tych nagraniach nie ma absolutnie nic nowego. Jest za to death
metal jak za starych czasów. Śmierdzący głównie Finlandią. Tak pod względem
brzmienia gitar, co typowymi dla tego kraju melodiami, charakterystycznie
śpiewnymi, nienachlanie wzbogacającymi brutalność metalu śmierci. Brutalność
utrzymaną w prawdziwie grobowym klimacie, bez łamania jakichkolwiek barier,
choćby pod względem prędkości, taką, za którą kochamy lata dziewięćdziesiąte.
Sporo tutaj zmian tempa. Często jest ona na poziomie „medium”, ale trafiają się
zwolnienia totalnie miażdżące, niemal funeral doomowe, jak w drugim na liście
„Fiendish Delusion of Rabiance”, po których jednak następują dzikie zrywy.
Wszystko to brzmi nieco banalnie, ale sprawia od chuja radości. Zwłaszcza
osobom, które przy podobnych produkcjach dorastali, a „Promo 2026” jest
materiałem, który w stu procentach spełnia wszystkie wymogi i standardy złotej
ery death metalu. Czuć w tym młodzieńczą naiwność, co też było elementem
charakteryzującym „stare czasy”. Świetne są wokale. Poza klasyczną
brutalnością, sporo na nich pogłosu i naprawdę ciekawych, choć
minimalistycznych, efektów. Brzmienie tego promo jest naprawdę przyzwoite, bo
nic tu nie ginie w ścianie dźwięku, ani się nie rozjeżdża, a mimo to słuchać,
że to prawdopodobnie materiał nagrany na setkę w jakiejś brudnej, chłodnej
piwnicy. Co jeszcze warte podkreślenia, to fakt, że nawet jeśli Purulentum
czerpią garściami z lat dziewięćdziesiątych, to nie sposób dokleić im jakiejś
konkretnej nazwy jako inspiracja. Poza wspomnianą Finlandią jest tu trochę
Stanów, a nawet Szwecji. Nie, no mają kolesie na siebie „jakiś” pomysł, a ja
wyczuwam w nich ogromny potencjał. Czekam na następne nagrania. A na Death Is
Not The End vol. 4 na pewno się nie spóźnię!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz