poniedziałek, 21 września 2026

Recenzja Purulentum „Promo 2026”

 

Purulentum

„Promo 2026”

Independent 2026

Purulentum to świeżynka na krajowej scenie. W zasadzie zespól nie doczekał się jeszcze nawet wzmianki na Metal Archives. Wiadomo jednak, że chłopaki są ze stolicy, i zagrają na najbliższej edycji Death Is Not The End. Z tejże okazji otrzymałem od organizatora kasetkę z pierwszymi nagraniami zespołu. Owa taśma sama w sobie jest dość, jak na dzisiejsze czasy, nietypowa. To klasyczna „dziewięćdziesiątka” Maxwell, przy czym zagrana w niecałych piętnastu minutach. Chyba coś koło dwunastu. Na prymitywnej wkładce widnieje natomiast adnotacja „ Use rest of this tape to keep the underground alive”. Do tego nabazgrany odwrócony krzyż, kontakt do zespołu… i tyle. No, kurwa, cudownie. Podobnie cudowna jest sama muza. Powiem wam tak… Gdyby każdy młody zespół nagrywał takie demo, to ja bym mógł w zasadzie słuchać tylko i wyłącznie demówek. Bo goście mają wspaniały sposób na odgrzanie przedwczorajszego kotleta po swojemu. Na tych nagraniach nie ma absolutnie nic nowego. Jest za to death metal jak za starych czasów. Śmierdzący głównie Finlandią. Tak pod względem brzmienia gitar, co typowymi dla tego kraju melodiami, charakterystycznie śpiewnymi, nienachlanie wzbogacającymi brutalność metalu śmierci. Brutalność utrzymaną w prawdziwie grobowym klimacie, bez łamania jakichkolwiek barier, choćby pod względem prędkości, taką, za którą kochamy lata dziewięćdziesiąte. Sporo tutaj zmian tempa. Często jest ona na poziomie „medium”, ale trafiają się zwolnienia totalnie miażdżące, niemal funeral doomowe, jak w drugim na liście „Fiendish Delusion of Rabiance”, po których jednak następują dzikie zrywy. Wszystko to brzmi nieco banalnie, ale sprawia od chuja radości. Zwłaszcza osobom, które przy podobnych produkcjach dorastali, a „Promo 2026” jest materiałem, który w stu procentach spełnia wszystkie wymogi i standardy złotej ery death metalu. Czuć w tym młodzieńczą naiwność, co też było elementem charakteryzującym „stare czasy”. Świetne są wokale. Poza klasyczną brutalnością, sporo na nich pogłosu i naprawdę ciekawych, choć minimalistycznych, efektów. Brzmienie tego promo jest naprawdę przyzwoite, bo nic tu nie ginie w ścianie dźwięku, ani się nie rozjeżdża, a mimo to słuchać, że to prawdopodobnie materiał nagrany na setkę w jakiejś brudnej, chłodnej piwnicy. Co jeszcze warte podkreślenia, to fakt, że nawet jeśli Purulentum czerpią garściami z lat dziewięćdziesiątych, to nie sposób dokleić im jakiejś konkretnej nazwy jako inspiracja. Poza wspomnianą Finlandią jest tu trochę Stanów, a nawet Szwecji. Nie, no mają kolesie na siebie „jakiś” pomysł, a ja wyczuwam w nich ogromny potencjał. Czekam na następne nagrania. A na Death Is Not The End vol. 4 na pewno się nie spóźnię!

- jesusatan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz