Dissimulator
„Artifice Dissolves”
20 Buck Spin (2026)
Kanadyjska supergrupa Dissimulator, w której składzie udzielają się muzycy znani z takich grup jak Chthe’ilist, Beyond Creation, Zealotry, Atramentus czy Exxul właśnie wracają na undergroundowe salony ze swoim drugim albumem zatytułowanym „Artifice Dissolves”. Spore zamieszanie, które wywołał „Lower Form Resistence” chyba utwierdziło muzyków w przekonaniu, że dobrym pomysłem będzie podążanie tą ścieżka, bo „Artifice Dissolves” w zasadzie jest kontynuacją tego, co słyszeliśmy na debiutanckim materiale ekipy z kraju klonowego liścia. Trzy kwadranse ze wzorowo wykonanym, technicznym thrash metalem, skąpanym w gatunkowej tradycji i podlanej post-schuldinerowym sosem w zasadzie doskonale oddaje muzyczną istotę Dissimulator. Chirurgicznie precyzyjne partie gitar, wycinające riffy ze specyficznym, metalicznym posmakiem, gęsto szyty bas i perkusyjne kanonady wielokrotnie wykonują tu ukłony w stronę takich artystów jak Obliveon, Anacrusis, Voivod czy nawet Ripping Corpse. Mimo to muzycy Dissimulator coraz mocniej potrafią z tych zrecyclingowanych fragmentów i inspiracji stworzyć coś własnego, coś co wyraźniej zakreśla ich styl. Jest on co prawda mocno oparty o inspiracje konkretnymi artystami, ale jednak zestawiony z tym specyficznym, surowo-metalicznym brzmieniem wydaje się być bardzo autorski, sprawiający, że aktualnie trudno by było pomylić Kanadyjczyków z kimkolwiek innym. Z drugiej strony trudno mi nie oprzeć się wrażeniu, że wraz z pewnym okrzepnięciem stylu zniknęła pewna dzikość i naiwna szczerość debiutanckiego albumu, nacechowana dużą dawką energii i nonszalancji. Jest to też powód dla którego nowej propozycji Dissimulator nie chce mi się jakoś specjalnie słuchać. Rozum mówi, że jest tu pograne fest, wszystko się zgadza i niespecjalnie jest się do czego przyczepić (poza faktem, że za wiele nowego tu nie ma), ale brakuje mi w „Artifice Dissolves” pewnej muzycznej treści, serducha, powodu, dla którego chciałbym do tego materiału wracać. Mamy tutaj po prostu Dissimulator 2.0 – granie podobne do tego co słyszeliśmy na debiucie - trochę bardziej okrzepnięte, wzorowo wykonane, nieco mniej szalone. Jeśli to jest dla Was wystarczająca rekomendacja to nie widzę powodów, żeby Was zniechęcać, tym bardziej, że „Artifice Dissolves” to naprawdę dobry album. Niemniej, mi wystarczy w tym przypadku debiut.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz