In Aeternum
“…of Death and Fire”
Soulseller Rec. 2026
W dziesięć lat po wydaniu EP-ki „The Blasphemy
Returns”, z czwartą płytą powraca szwedzki In Aeternum. Jednocześnie jest to
pierwsze pełne wydawnictwo zespołu od, no kurcze, jak by nie liczyć, dwudziestu
jeden lat. Skład w międzyczasie dość mocno się zmienił, i na placu boju, z
oryginalnych członków, pozostał jedynie David Larsson. Sama muzyka natomiast, przynajmniej
w porównaniu do tego, co z wcześniejszych płyt pamiętam, pozostała mniej więcej
podobna. Czyli mamy tutaj prawie trzy kwadranse melodyjnego death / black
metalu. No a szwedzki melodic death / black to wiadomo, Sacramentum,
Necrophobic, Unanimated, te rzeczy. In Aeternum w zasadzie grają, jakby nadal
tkwili w czasach, kiedy rzeczony trend się rozwijał. Trochę obawiałem się, czy
aby nie będzie tu zajeżdżało nudą i geriatrią, ale po kilku rundkach z „…of
Death and Fire” jakoś nie ziewałem. Z drugiej strony, nagrania te absolutnie
nie wybijają się jakoś szczególnie ponad określony poziom, stąd wniosek, że
album ten przeznaczony jest głównie dla fanów tego typu melodyjniejszego
grania. Bo melodii w tych kompozycjach pod dostatkiem. Fakt, niektóre dość
mocno osłodzone, ale nie brakuje też mocniejszych harmonii, bardziej
kojarzących się z klasycznym śmierć metalem. A w przypadku „Spirits of the
Dead” czy „The Vile God of Slime” usłyszymy nawet klasyczne riffowanie pod
Morbid Angel (ten z Tuckerem). Żeby nie było za mało, to Szwedzi momentami
zapędzają się w granie bardziej połamane i techniczne, czego przykładem może
być kilka wersetów gitarowych w „Bow to None”. A w kończącym płytę „To Those
Who Have Rode On” (a nie powinno być czasem „ridden” panowie?) mamy z kolej
praktycznie zrzynkę aranżacyjną z „One Rode to Asa Bay”, choć patrząc na tytuły,
a nawet na pewien szczegół z okładki, być może zamierzoną. Tylko po co? Oceniając
te nagrania z perspektywy ogólnej, nie ma się za bardzo do czego przyczepiać.
Ja do tych piosenek wracał nie będę, ale podejrzewam, że koneserzy wiadomej
stylistyki będą ukontentowani. I tyle, bo co tu więcej drążyć.
-
jesusatan


















