Sad
„Fullmoon’s
Bestial Awakening”
Purity Through Fire 2025
W
Samhain ukaże się dziewiąty album Greków, którzy nie grają greckiego black
metalu, choć niektóre chwytliwości wyraźnie nawiązują do tuzów z tego kraju. Od
ostatniego ich albumu nic się u nich zmieniło, bo cały czas rzeźbią rogaciznę,
którą można porównać do tej z norweskiej, drugiej ligi. Bleczur, który pełnymi
garściami czerpie z tradycji tamtego rzępolenia, które pojawiło się w drugiej
połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy to zespoły przestały silić się na
oryginalność i zaczęły powielać wzorce, przeobrażając kult w trend. Najnowsza
płyta Sad, to właśnie to typowe, zgiełkliwe i skrzekliwe granie, które płynie w
zmieniającym się tempie, fundując „szronową posypkę” w postaci świdrujących
tremolo, sporej dawki zadzierżystych riffów, szybkich, blastowych ataków i
trochę d-beatowych bujanek. Wszystko nieustannie się miesza i mieli,
zapewniając brak nudy podczas odsłuchu, bo jednostajności tutaj nie uświadczycie.
Panowie dbają o dynamikę i różnorodność, non-stop zmieniając kierunek i siłę
akordów oraz ich nienarzucającą się zbytnio melodykę, która wchodzi gładko.
Poza tym nic ciekawego o „Fullmoon’s Bestial Awakening” powiedzieć się nie da.
To tradycyjne ujęcie tego gatunku, które zostało skomponowane według właściwych
prawideł z dodatkiem autorskich rozwiązań, przełamujących stereotypowość
utworów, które w gruncie rzeczy są do siebie podobne i przydługie, gdyż cała
ósemka trwa 55 minut, a to, jak na taki nieco banalny black metal trochę dużo.
Jest zimno, złośliwie i trochę mrocznie. Ot, lodowate gitary, dobrze słyszalna
sekcja rytmiczna i charkotliwe wokalizy. Czasem chmurnie, czasem nostalgicznie,
ale surowo i z zacięciem. Słychać, że tych dwóch Greków dobrze się bawi podczas
grania, ale czy to wypada? Sami oceńcie.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz