The Lovecraft Sextet
„Penance”
Debemur Morti 2026
The Lovecraft Sextet to twór teoretycznie leżący
poza moim zasięgiem zainteresowań. Teoretycznie, bowiem jeśli ktoś uważny,
spostrzeże, że ów projekt Jasona Köhnena pojawiał się uprzednio na Apocalyptic Rites
już dwukrotnie, i zawsze oceniany był przeze mnie w samych superlatywach. No
ale jakże mogłoby być inaczej, skoro facet, nawet stosując niekonwencjonalne
środki, trafia mnie w czuły punkt. Projekt ten jest o tyle ciekawy, że za
każdym razem swoje wydawnictwa opiera o konkretną inspirację. I tak, był już Psalm
51, opowieści H.P. Lovecrafta, czy stare kino. Tym razem nadszedł czas na czerpanie
pomysłów z obrazu. A konkretnie siedemnastowiecznego malowidła Jana de Baena,
przedstawiającego zmasakrowana ciała braci De Witt. Muzycznie płyniemy nadal w
podobnym kierunku, a kompozytor bynajmniej nie ułatwia nam zadania. „Penance”
to nadal muzyka złożona, niekonwencjonalna, chwilami przypominająca czystą
improwizację (zwłaszcza we fragmentach bardziej intensywnych, w których
pojawiają się także elementy black metalu, choć w bardzo ogólnym tego gatunku
pojęciu). Z drugiej strony, to chyba najbardziej emocjonalne wydawnictwo jakie
się pod rzeczonym szyldem ukazało. Mnóstwo tutaj wolnych partii, pełnych
lamentu, pogłębianego przez dźwięk trąbki, która zawsze jakoś wpływała na mnie
dołująco. Bardzo dużo też kobiecych, monumentalnych wokali, za które odpowiada
sopranistka Lilian Tong. Zaprawdę powiadam wam, jej głos potrafi oczarować. I
dodać płycie czegoś na kształt rytualnego obrządku, czy religijnego uniesienia.
Piąty album The Lovecraft Sextet to album może nie będący redefinicją dark
jazzu, jednak chyba najbardziej ze wszystkich dotychczasowych wydawnictw
zachowany w jego klimacie. Jeśli gustujecie w muzyce niestereotypowej, będącej
mieszanką różnych stylistyk, mrocznej a jednocześnie podniosłej, to ten krążek
jest dla was. I rozkładanie poszczególnych jego partii na czynniki pierwsze nie
ma sensu, bowiem stanowi on jednolita całość, tak samo jak wspomniany obraz,
którym został zainspirowany. Rzadko się zdarza, że zanurzam się głębiej w
okołomuzycznej otoczce, jednak dźwięki „Penance” skłoniły mnie do bardziej
kulturalnego riserczu. Zatem nie dość, że odbyłem pewnego rodzaju mentalną
podróż (którą chętnie niejednokrotnie powtórzę), a nawet swoisty reset mózgu,
to kilku ciekawych rzeczy się nauczyłem. Bardzo wartościowe wydawnictwo, bez
dwóch zdań.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz