Überchriist
„Dæmonic
Apotheosis”
Deanwell Global Music 2026
Historia istnienia tej kapeli sięga
parę lat wstecz, ponieważ wszystko zaczęło się około 2010 roku. Ostatecznie
Überchriist, po wielu perturbacjach, swój pierwszy materiał w postaci epki
wydał dopiero pięć lat temu. Po kolejnej przerwie wraca z debiutanckim
krążkiem, który zawiera dziesięć numerów w black metalowym tonie. Amerykanie
całkiem nieźle w tym gatunku sobie radzą, co nieczęsto się za wielką wodą
zdarza, ale reprezentują powszechny odłam rogacizny, którą (znów) można
przyrównać do Watain czy późnego Satyricon. Na „Dæmonic Apotheosis” funkcjonuje
mniej więcej ta sama estetyka, czyli diabelska agresja i klasyczna epickość.
Całość dobrze wyważona, układa się w bez problemu przyswajalną muzę, która
złożona jest z zimnych tremolo, tradycyjnego, heavy metalowego kostkowania i
nastrojowych momentów na czystych strunach. Do tego dołożono sporo melodii i
gdzieniegdzie syntezatorowych podkładów, co wraz ze zbajerowanymi wokalami,
generuje pełen dramatyzmu i wzniosłości black metal. Oprócz estetycznych
wspaniałości potrafi on również zaskoczyć mrokiem i wściekłymi blast beatami, a
i zimnej mizantropii w nim także znajdziecie pełno. Überchriist gra ostrą
muzykę, wypełnioną triumfalnymi i chwilami dość apodyktycznymi riffami, które
okresowo zmieniają się w bardziej przystępne, harmonijne akordy, co stanowi o
fuzji istniejącej w ich kompozycjach. Fuzji nieokiełznanej, lodowatej łupanki z
finezyjniejszym podejściem do szarpania strun. Wykreowało to album, który
indywidualizmem pochwalić się nie może, ale w niektórych fragmentach oferuje
diabelszczyznę o dużej wielowarstwowości, budującej wraz z licznymi zmianami
tempa, różnymi sposobami na kostkowanie i ściskającymi serce chwytliwościami,
atrakcyjny black metal. Jeśli lubicie główny, ogólnodostępny nurt tego gatunku
to bierzcie, satysfakcja gwarantowana.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz