niedziela, 18 października 2026

Recenzja Überchriist „Dæmonic Apotheosis”

 

Überchriist

„Dæmonic Apotheosis”

Deanwell Global Music 2026

Historia istnienia tej kapeli sięga parę lat wstecz, ponieważ wszystko zaczęło się około 2010 roku. Ostatecznie Überchriist, po wielu perturbacjach, swój pierwszy materiał w postaci epki wydał dopiero pięć lat temu. Po kolejnej przerwie wraca z debiutanckim krążkiem, który zawiera dziesięć numerów w black metalowym tonie. Amerykanie całkiem nieźle w tym gatunku sobie radzą, co nieczęsto się za wielką wodą zdarza, ale reprezentują powszechny odłam rogacizny, którą (znów) można przyrównać do Watain czy późnego Satyricon. Na „Dæmonic Apotheosis” funkcjonuje mniej więcej ta sama estetyka, czyli diabelska agresja i klasyczna epickość. Całość dobrze wyważona, układa się w bez problemu przyswajalną muzę, która złożona jest z zimnych tremolo, tradycyjnego, heavy metalowego kostkowania i nastrojowych momentów na czystych strunach. Do tego dołożono sporo melodii i gdzieniegdzie syntezatorowych podkładów, co wraz ze zbajerowanymi wokalami, generuje pełen dramatyzmu i wzniosłości black metal. Oprócz estetycznych wspaniałości potrafi on również zaskoczyć mrokiem i wściekłymi blast beatami, a i zimnej mizantropii w nim także znajdziecie pełno. Überchriist gra ostrą muzykę, wypełnioną triumfalnymi i chwilami dość apodyktycznymi riffami, które okresowo zmieniają się w bardziej przystępne, harmonijne akordy, co stanowi o fuzji istniejącej w ich kompozycjach. Fuzji nieokiełznanej, lodowatej łupanki z finezyjniejszym podejściem do szarpania strun. Wykreowało to album, który indywidualizmem pochwalić się nie może, ale w niektórych fragmentach oferuje diabelszczyznę o dużej wielowarstwowości, budującej wraz z licznymi zmianami tempa, różnymi sposobami na kostkowanie i ściskającymi serce chwytliwościami, atrakcyjny black metal. Jeśli lubicie główny, ogólnodostępny nurt tego gatunku to bierzcie, satysfakcja gwarantowana.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz