Nekro
Cvlt Desecration
„Purification
in the Witchcraft Flames”
Iron
Blood and Death Corporation 2026
Powrót po dziesięciu latach tych
szalonych Wenezuelczyków, uważam za udany. Tyleż samo, co lat przerwy od
ostatniego albumu, tutejszych numerów klasycznego trasz-bleka robi naprawdę
dobrze. Zgrabnie, lecz po staremu poprowadzone zajadłe riffy na podobę
wczesnego Bathory, sporo d-beatów w stylu brytyjskiego punka, trochę
zakręconego i nie do końca oczywistego kostkowania jak na „Obsessed by Cruelty”
oraz odrobina demonicznych blastów, zalatujących Sarcofago. Ostre brzmienie,
surowa sekcja rytmiczna i krzykliwie zadziorne wokalizy. Całość obdarzona
prostotą wykonania, szorstkim charakterem i buńczuczną postawą, tworzy zajadły
i przesiąknięty diabelską atmosferą metal, który wali po głowie i plecach, nie
przejmując się czy boli. Szybka i nieokiełznana jazda w tradycyjnej formie,
która może jest zgrana do bólu, czy jak kto woli, wylizana do kości, ale nie
sypie się jak stare budownictwo, tylko daje tęgie lanie i przy okazji zaprasza
do piekła, a tam przenosi w mgnieniu oka. To żywiołowa, kipiąca energią muza,
która zapamiętale prze do przodu i nie bierze jeńców. Nie umizguje się do
nikogo fałszywymi sztuczkami i plastikowymi koronkami. Nie puszy się
wirtuozerią i modernistycznymi wywijasami. Furiacko kopie dupy i pierzę skórę,
emanując staromodnym duchem, odzianym w skóry, łańcuchy i gwoździe. Chropowata,
nieco przybrudzona produkcja oraz wkurw i klasyczna finezja, kreujące metal o
autentycznie, satanicznym anturażu. Może to już było, ale co jakiś czas
wracając, cieszy jak zawsze. Polecam. Wpierdol gwarantowany.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz