czwartek, 8 października 2026

Recenzja Saprobiontic „Of Fire and Bloodshed”

 

Saprobiontic

„Of Fire and Bloodshed”

Black Lion 2026

Nie słyszałem nigdy o Saprobiontic, a zespół wydaje właśnie trzecią już w dyskografii płytę. Panowie pochodzą z Niemiec, i grają klasyczny, brutalny death metal. I w zasadzie… na tym by można zakończyć, bowiem jest to jeden z tych materiałów, które lewym uchem wpadają, a za sekundę, ze świstem wylatują prawym. Coś jednak postaram się napisać. Może zacznę od zalet. „Of Fire and Bloodsheds” nie jest płytą wkurwiającą ani nużącą. Bo muzycy starają się, by kompozycje oparte były na przynajmniej kilku riffach, czasem potasują tempo (choć w zdecydowanej większości mamy do czynienia z jazdą z mocno wciśniętym pedałem gazu), nie nużą wokalami na jedno kopyto (tutaj trafiają się modulacje, czy też nawet dialogi), miejscowo zaserwują jakąś nianachalną solóweczkę, albo włączą szatkownicę. Chyba do zalet też można zaliczyć samą stylistykę, bo to w zasadzie esencja tego odłamu gatunku z lat dziewięćdziesiątych, z inspiracjami pokroju Cannibal Corpse, Suffocation, a z naszego podwórka Devilyn czy Yattering. Słychać, że panowie grać potrafią, i pochwalić trzeba naprawdę sprawnego basistę, który to niejednokrotnie przebija się bardziej na wierzch ze swoimi pokombinowanymi ścieżkami. Teoretycznie zatem nie ma na co narzekać. Chyba że nie jest się przesadnym fanatykiem grania w tym stylu. Nie, że jakiś ze mnie antagonista, absolutnie. Tylko, że… takich solidnych płyt, którym „nie mam nic do zarzucenia” wyszło już w historii mnóstwo, i nadal wychodzi z tysiąc pięćset rocznie. A ta niczym szczególnym się naprawdę nie wybija. Ponadto, jak dla mnie, trochę zbyt ułożone jest brzmienie. Czysto tu, niby w starym stylu, ale jakieś to takie na zamówienie robione, i to z niewybitnym gustem. Idealnie współgrające z okładką, której z dobroci serca komentować nie będę. Przesłuchałem ten materiał dwa razy, i poczułem się jakbym przez tydzień jadł mielone na obiad. Niby danie treściwe, smaczne, ale w końcu może lekko zemdlić. Jak ktoś ma za dużo czasu, albo brutalny death metal to jego broszka numer jeden, niech se sprawdzi. Pozostali mogą sobie tym razem odpuścić.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz