piątek, 23 października 2026

Recenzja Phlefonyaar „Encyclopaedia Sociopathica”

 

Phlefonyaar

„Encyclopaedia Sociopathica”

Independent Release 2026

Jest to kapela ze Zjednoczonego Królestwa, która muzykuje już sobie od 1996 roku. Jakoś często się nie udzielają, bo od momentu powstania do dzisiaj, uzbierali cztery demosy, dwa albumy i razem z „Encyclopaedia Sociopathica”, dwie epki. Niniejsza, to sześć kawałków muzyki, która powinna spodobać się wielbicielom ciężkiego core’a, pomieszanego z industrialnymi rytmami i odrobiną brudnego, diabelskiego rocka. W dużym skrócie, taki miks stworzony z dajmy na to Crowbar, Godflesh i Rob’a Zombie. Zatem całkiem fajna i trochę inna napierdalanka, która niczym kafar wbija w glębę, ale nie tylko, bo także nieźle buja. Ciężkie żużlowate brzmienie, słoniowata sekcja rytmiczna i ordynarne, jakby od niechcenia, wydobywające się z gardła gościa przy mikrofonie wokalizy. Gęsto tu i duszno jak cholera, lecz i delikatnie skocznie, bo oprócz zawiesistych i śmierdzących bagiennym rozkładem riffów, sporo na tym materiale jest groove’u. Dlatego pomimo swojej słusznej wagi, zwartej struktury i braku powietrza, gdyż trujące miazmaty to tutaj przewaga, „Encyclopaedia Sociopathica” wchodzi gładko, wciągając do swego świata. Krainy pełnej brudu, rozkładu i wszelkich obrzydliwości, pochodzących z chorej wyobraźni człowieka. Hipnotyzując i miażdżąc zarazem, zasypuje niszczącymi riffami, które wraz bębnami i zdartym wokalem, przypominają pokrytą smarem, skrzypiącą machinę rodem z „Mad Max’a”. Maszyneria, która nie zatrzyma się przed nikim, ani niczym. Sypiąc mułem, piachem z rdzy i ciągnąc za sobą smród spalonego leju, prze do przodu. Mozolnie, ale skutecznie osiągając swój cel, którym jest destrukcja, której dokonuje nienagannie, kołysząc biodrami. Wydawnictwo bardzo dobre. Mroczne i jednocześnie syfiaste. Pycha mówię wam.

shub niggurath




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz