Phlefonyaar
„Encyclopaedia
Sociopathica”
Independent Release 2026
Jest to kapela ze Zjednoczonego
Królestwa, która muzykuje już sobie od 1996 roku. Jakoś często się nie
udzielają, bo od momentu powstania do dzisiaj, uzbierali cztery demosy, dwa
albumy i razem z „Encyclopaedia Sociopathica”, dwie epki. Niniejsza, to sześć
kawałków muzyki, która powinna spodobać się wielbicielom ciężkiego core’a,
pomieszanego z industrialnymi rytmami i odrobiną brudnego, diabelskiego rocka.
W dużym skrócie, taki miks stworzony z dajmy na to Crowbar, Godflesh i Rob’a
Zombie. Zatem całkiem fajna i trochę inna napierdalanka, która niczym kafar
wbija w glębę, ale nie tylko, bo także nieźle buja. Ciężkie żużlowate
brzmienie, słoniowata sekcja rytmiczna i ordynarne, jakby od niechcenia,
wydobywające się z gardła gościa przy mikrofonie wokalizy. Gęsto tu i duszno
jak cholera, lecz i delikatnie skocznie, bo oprócz zawiesistych i śmierdzących
bagiennym rozkładem riffów, sporo na tym materiale jest groove’u. Dlatego
pomimo swojej słusznej wagi, zwartej struktury i braku powietrza, gdyż trujące
miazmaty to tutaj przewaga, „Encyclopaedia Sociopathica” wchodzi gładko,
wciągając do swego świata. Krainy pełnej brudu, rozkładu i wszelkich
obrzydliwości, pochodzących z chorej wyobraźni człowieka. Hipnotyzując i
miażdżąc zarazem, zasypuje niszczącymi riffami, które wraz bębnami i zdartym
wokalem, przypominają pokrytą smarem, skrzypiącą machinę rodem z „Mad Max’a”.
Maszyneria, która nie zatrzyma się przed nikim, ani niczym. Sypiąc mułem,
piachem z rdzy i ciągnąc za sobą smród spalonego leju, prze do przodu. Mozolnie,
ale skutecznie osiągając swój cel, którym jest destrukcja, której dokonuje
nienagannie, kołysząc biodrami. Wydawnictwo bardzo dobre. Mroczne i
jednocześnie syfiaste. Pycha mówię wam.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz