wtorek, 27 października 2026

Recenzja Mørkgrim „Sǫgur frá Norðfirði”

 

Mørkgrim

„Sǫgur frá Norðfirði”

Soulseller Rec. 2026

Kurwa, myślałem, że jak zespół ma w nazwie Mörk i Grim, to może być mroźnie i ciekawie. Tytuł ich debiutu z kolei, który przetłumaczyć można jako „Sagi z Nordfjordu”, skojarzył mi się natychmiast z cyklem wydawniczym „Saga o ludziach lodu”, który to swego czasu czytał shub niggurath, i pamiętam, że  mu się podobało. No to, z racji tego, iż akurat nie miałem nic innego do roboty, sobie owe piosenki sprawdziłem. Od razu wrócę do nazwy, i nieco się powtórzę… Sądziłem, że jeśli się jakąś wybiera na swój szyld, to do czegoś ona jednak zobowiązuje. Tutaj nie jest, niestety, ani mrocznie, ani ponuro. Jest nudno i… poniekąd zabawnie. Nudno, bo panowie grają przeciętny, choć sprawnie skonstruowany, i oprawiony nawet przyzwoitym brzmieniem, black metal. Niestety, bardziej w klimatach, za którymi nie szaleję, czyli borostworowych. Sporo tu ogniskowych przyśpiewek (zresztą dźwięki palonego drewna gdzieś się tam po drodze przewijają, przy akompaniamencie jakiegoś rogu czy innego dętego), także z panienką, w wersji akustycznej, ludowych melodii, pradawnych instrumentów, chodzenia po lesie i szukania grzybów. Prawdziwego black metalu natomiast deficyt. Widać duet stawia na budowanie klimatu z czasów, kiedy to mężczyźni portki mieli ze skóry lisa, jako kondoma używali ogona wiewiórki, a o centralnym ogrzewaniu nikt jeszcze nawet nie myślał. Słyszałem w życiu kilka dobrych płyt z tego odłamu, ale „Sǫgur frá Norðfirði” stoi lata świetlne od nich. OK., było, że nudno, to teraz, czemu zabawnie. Ludzie… Posłuchajcie tego wokalu. Jak bym nie wiedział, to bym pomyślał, że sobie chłopaki robią jaja. Nie dość, że głos jest tutaj wyjątkowo mocno wyeksponowany w miksie, to jeszcze jego barwa (nie przymierzając Golum z „Władcy Pierścieni”), po prostu może wywoływać eksplozję śmiechu. Dawno już nie słyszałem tak kabaretowego podejścia do tematu. Trochę odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu nastała cisza, ale, ku mojemu zdziwieniu, po dłuższej chwili coś zaczęło do mnie z głośników gadać. A potem był jeszcze bonus track. Na drugie podejście się już nie zdecydowałem, czym zaoszczędziłem pół godziny życia (a przez pół godziny można sobie w spokoju wypić, na przykład, dwa piwa z lodówki). Co do podsumowania… Kto lubi takie folkowo leśne klimaty, niech sobie sprawdzi. Ale szału nie gwarantuję. Kto nie lubi, jak ja, może sobie darować.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz