Mørkgrim
„Sǫgur frá Norðfirði”
Soulseller Rec. 2026
Kurwa, myślałem, że jak zespół ma w nazwie Mörk i
Grim, to może być mroźnie i ciekawie. Tytuł ich debiutu z kolei, który
przetłumaczyć można jako „Sagi z Nordfjordu”, skojarzył mi się natychmiast z cyklem
wydawniczym „Saga o ludziach lodu”, który to swego czasu czytał shub niggurath,
i pamiętam, że mu się podobało. No to, z
racji tego, iż akurat nie miałem nic innego do roboty, sobie owe piosenki
sprawdziłem. Od razu wrócę do nazwy, i nieco się powtórzę… Sądziłem, że jeśli
się jakąś wybiera na swój szyld, to do czegoś ona jednak zobowiązuje. Tutaj nie
jest, niestety, ani mrocznie, ani ponuro. Jest nudno i… poniekąd zabawnie.
Nudno, bo panowie grają przeciętny, choć sprawnie skonstruowany, i oprawiony
nawet przyzwoitym brzmieniem, black metal. Niestety, bardziej w klimatach, za
którymi nie szaleję, czyli borostworowych. Sporo tu ogniskowych przyśpiewek
(zresztą dźwięki palonego drewna gdzieś się tam po drodze przewijają, przy
akompaniamencie jakiegoś rogu czy innego dętego), także z panienką, w wersji
akustycznej, ludowych melodii, pradawnych instrumentów, chodzenia po lesie i
szukania grzybów. Prawdziwego black metalu natomiast deficyt. Widać duet stawia
na budowanie klimatu z czasów, kiedy to mężczyźni portki mieli ze skóry lisa,
jako kondoma używali ogona wiewiórki, a o centralnym ogrzewaniu nikt jeszcze
nawet nie myślał. Słyszałem w życiu kilka dobrych płyt z tego odłamu, ale „Sǫgur
frá Norðfirði” stoi lata świetlne od nich. OK., było, że nudno, to teraz, czemu
zabawnie. Ludzie… Posłuchajcie tego wokalu. Jak bym nie wiedział, to bym
pomyślał, że sobie chłopaki robią jaja. Nie dość, że głos jest tutaj wyjątkowo
mocno wyeksponowany w miksie, to jeszcze jego barwa (nie przymierzając Golum z
„Władcy Pierścieni”), po prostu może wywoływać eksplozję śmiechu. Dawno już nie
słyszałem tak kabaretowego podejścia do tematu. Trochę odetchnąłem z ulgą,
kiedy w końcu nastała cisza, ale, ku mojemu zdziwieniu, po dłuższej chwili coś
zaczęło do mnie z głośników gadać. A potem był jeszcze bonus track. Na drugie
podejście się już nie zdecydowałem, czym zaoszczędziłem pół godziny życia (a
przez pół godziny można sobie w spokoju wypić, na przykład, dwa piwa z lodówki).
Co do podsumowania… Kto lubi takie folkowo leśne klimaty, niech sobie sprawdzi.
Ale szału nie gwarantuję. Kto nie lubi, jak ja, może sobie darować.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz