poniedziałek, 5 października 2026

Recenzja Arckanum „Beswærilsin”

 

Arckanum

„Beswærilsin”

Darkness Shall Rise Productions 2026

W czerwcu była epka, która swoją jakością zapowiadała, kolejny, dziesiąty już album tego szwedzkiego projektu. Teraz jest właśnie i płyta, która nie zawiodła moich oczekiwań, choć ostateczny jej wydźwięk do najgłębiej w podziemiu osadzonych nie należy. To materiał odznaczający się dobrą produkcją oraz teatralnością, które odwodzą go od skrajnie szatańskich wykwitów. Zapewne spowodowane jest to tematyką jaką zajmuje się Arckanum, która związana jest między innymi ze starożytną, czarną magią szwedzkich terenów. To zimny black metal o wyraźnej atmosferyczności i rytualizmie, które pochodzą wprost z praktyk Thursatru. Jest więc tutaj złowrogo i poważnie, bolodowate tremolo i melodyjne akordy mieszające się z surowym kostkowaniem, nie pozostawiają złudzeń co do istoty tej diabelszczyzny i podejścia do niej samego twórcy. To równieżsporo elementów zapożyczonych z pogańskiego folku i mrocznego ambientu, które wzbogacono o odgłosy przyrody, które złożone z gitarowymi riffami i różnorakimi wokalizami w całość, świadczą o dostojności „Beswærilsin”. Najnowsza płyta Arckanum to dobrej jakości bleczur, którego posępność i majestatyczność jest niepodważalna. Do tego trzeba dołożyć niezwykłe zaangażowanie kompozytora, które przekłada się na dość duży ładunek emocjonalny, zawarty w tutejszych aranżacjach, wynikający bezpośrednio z tematyki, bardzo ważnej dla Shamaatae. Wszystkie te aspekty kreują atrakcyjny dla ucha black metal, który mimo to, nie jest plastikową papką, ponieważ poza przyciągającą klimatycznością posiada także spore pokłady satanicznej złośliwości.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz