Wyrm
Chasm
„Wyrm
Chasm”
Independent
2026
Zapraszam dziś na kolejny odcinek dywagacji pod
tytułem „czy Amerykanie potrafią w black metal” tudzież „Czy debiuty wydawana
własnym sumptem są cokolwiek warte”. Zresztą co tam, dywagacji… Pomińmy tę
część zasadniczą, i od razu odpowiedzmy na oba, jakże mocno frapujące nas
pytania. W dziewięćdziesięciu
procentach: nie! W przypadku Wyrm Chasm mamy combo, bo „Wyrm Chasm”,
ośmioodcinkowy album, który panowie właśnie puszczają w świat, jest faktycznie
debiutem, a muzycy mieszkają za Wielką Kałużą. Cóż można napisać o tych
czterdziestu, z haczykiem, minutach muzyki. Ano to, że jest boleśnie wręcz
wtórna, nijaka, schematyczna, i kompletnie bezduszna. Ale ja wiedziałem, że
taka będzie jeszcze zanim włączyłem pierwszą piosenkę. Bo jeśli na zdjęciu
promocyjnym widzę czterech brodaczy, o sympatycznych mordkach, nawet lekko
uśmiechniętych, to można domniemywać, że będzie to albo jakaś solidna
awangarda, albo rzadka kupa. Awangardy nie ma tu za jotę, a black metalu tym bardziej.
Chociaż nie, przepraszam. Technicznie to on jest, bo kompozycje Wyrm Chasm to
poprawnie zagrane popłuczyny po Emperor (acz klawiszy zdecydowanie brak),
Satyricon, czy innych norweskich klasykach.
Rzecz w tym, że brzmi to bardzo marnie, a w połowie płyty nawet zaczyna
lekko wkurwiać. Naśladowców Półwyspu Skandynawskiego na amerykańskiej ziemi
było już wielu. Jedni bardziej (w zdecydowanej mniejszości), inni mniej (w
srogiej przewadze) godni uwagi. Wyrm Chasm zdecydowanie, i bez wahania wrzucam
do worka numer dwa. Jeśli mam się na siłę doszukiwać w tej muzyce jakichś
plusów, to napiszę, że jest poprawnie wyprodukowana, że nie ma na tym krążku
żadnych wywołujących salwy śmiechu kiksów, że chwilami trafiają się nawet riffy
i melodie trzeciej kategorii, że wokal jest, w dolnej bo dolej, ale granicy
przyzwoitości. Ale to troszkę za mało, by zmusić mnie do odsłuchu numer dwa.
Tym bardziej, że nawet ten komputerowo wygenerowany smok z okładki odstrasza, i
dobitnie świadczy o guście artystycznym panów z Teksasu. Dajcie sobie z tym
spokój i nawet nie sprawdzajcie, bo każda sekunda z „Wyrm Chasm” mogłaby być
lepiej przez was spożytkowana. Na przykład na dłubanie w nosie.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz