czwartek, 22 października 2026

Recenzja Wyrm Chasm „Wyrm Chasm”

 

Wyrm Chasm

„Wyrm Chasm”

Independent 2026

Zapraszam dziś na kolejny odcinek dywagacji pod tytułem „czy Amerykanie potrafią w black metal” tudzież „Czy debiuty wydawana własnym sumptem są cokolwiek warte”. Zresztą co tam, dywagacji… Pomińmy tę część zasadniczą, i od razu odpowiedzmy na oba, jakże mocno frapujące nas pytania.  W dziewięćdziesięciu procentach: nie! W przypadku Wyrm Chasm mamy combo, bo „Wyrm Chasm”, ośmioodcinkowy album, który panowie właśnie puszczają w świat, jest faktycznie debiutem, a muzycy mieszkają za Wielką Kałużą. Cóż można napisać o tych czterdziestu, z haczykiem, minutach muzyki. Ano to, że jest boleśnie wręcz wtórna, nijaka, schematyczna, i kompletnie bezduszna. Ale ja wiedziałem, że taka będzie jeszcze zanim włączyłem pierwszą piosenkę. Bo jeśli na zdjęciu promocyjnym widzę czterech brodaczy, o sympatycznych mordkach, nawet lekko uśmiechniętych, to można domniemywać, że będzie to albo jakaś solidna awangarda, albo rzadka kupa. Awangardy nie ma tu za jotę, a black metalu tym bardziej. Chociaż nie, przepraszam. Technicznie to on jest, bo kompozycje Wyrm Chasm to poprawnie zagrane popłuczyny po Emperor (acz klawiszy zdecydowanie brak), Satyricon, czy innych norweskich klasykach.  Rzecz w tym, że brzmi to bardzo marnie, a w połowie płyty nawet zaczyna lekko wkurwiać. Naśladowców Półwyspu Skandynawskiego na amerykańskiej ziemi było już wielu. Jedni bardziej (w zdecydowanej mniejszości), inni mniej (w srogiej przewadze) godni uwagi. Wyrm Chasm zdecydowanie, i bez wahania wrzucam do worka numer dwa. Jeśli mam się na siłę doszukiwać w tej muzyce jakichś plusów, to napiszę, że jest poprawnie wyprodukowana, że nie ma na tym krążku żadnych wywołujących salwy śmiechu kiksów, że chwilami trafiają się nawet riffy i melodie trzeciej kategorii, że wokal jest, w dolnej bo dolej, ale granicy przyzwoitości. Ale to troszkę za mało, by zmusić mnie do odsłuchu numer dwa. Tym bardziej, że nawet ten komputerowo wygenerowany smok z okładki odstrasza, i dobitnie świadczy o guście artystycznym panów z Teksasu. Dajcie sobie z tym spokój i nawet nie sprawdzajcie, bo każda sekunda z „Wyrm Chasm” mogłaby być lepiej przez was spożytkowana. Na przykład na dłubanie w nosie.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz