czwartek, 29 października 2026

Recenzja Dominion „Mortification of Thy Flesh”

 

Dominion 

„Mortification of Thy Flesh”

Sinistrari Records 2026

Trochę kapel o tej nazwie się nazbierało, ale ta pochodzi z New Hampshire, gdzie powstała w 2019 roku. Nagrań ma bez liku, bo jedną epkę i koncertówkę, no i ten debiut więc chyba załoga się nie przemęcza, w sumie rozumiem, gdyż też nie lubię. Dominion gra death metal w klasycznej odmianie, która funkcjonowała w latach dziewięćdziesiątych w USA. Jest to ujęcie bardzo surowe, które odznacza się żylastością i siermiężnością. To proste, sękate riffy i sporo gęstego, tłumionego bicia, co podkręca sekcja rytmiczna, która składa się z dwóch, mięsistych basów i nieco płaskiej perkusji. Instrumentarium towarzyszą bulgoczące i lepkie growle, od których przewraca się w żołądku. Muza grana przez Amerykanów płynie głównie w wolnych i średnich tempach, gniotąc i mieląc cierpliwie, bo miażdżyć i rozdrabniać z pietyzmem wręcz kocha. Death metal w wykonaniu Dominion jest bezlitosną i prymitywną maszyną, która dla współczesnego fana tego gatunku, może okazać się zupełnie nie atrakcyjna. Surowe brzmienie, piskliwe zagrywki i zgrzytliwe solówki wraz z łupiącymi basami i beczkami robią małe kuku, a obrzydliwe teksty wyrzygiwane przez gościa przy mikrofonie, stawiają kropkę nad i. Muzyka paskudna, brudna i bezkompromisowa. Oprócz tego w dzisiejszych czasach może wydawać się wtórna i w gruncie rzeczy taka jest, ale jest to obliczony efekt, założony przez jej twórców, którzy po prostu grają to co lubią, odtwarzając utarte schematy sprzed wielu lat. Album ten to swoisty przekrój tego gatunku, który koncentruje się na jego najbardziej obscenicznej stylistyce, uwalniając na świat ohydnego potworka w postaci „Mortification of Thy Flesh”.Poza wstępem i zakończeniem, sześć numerów, od których dostaniecie mdłości. Pycha. Częstujcie się.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz