Lugubrious
Garment
„In the WideVale of Uncreated Night”
20 Buck Spin 2026
Jeśli komuś podobały się fikołki,
salta i inne akrobacje w wykonaniu pana o inicjałach GG, którymi popisywał się
na demosie w zeszłym roku, to z pewnością sięgnie po ten debiutancki krążek i
nie będzie rozczarowany. Jest to bowiem kontynuacja wygibasów Lugubrious Garment
w formie mieszanej, ponieważ w dalszym ciągu to fuzja death metalu, grindu,
gruzu i modernistycznych wykrętasów. Duszna i ciężka muza, której ADHD nie
pozwala na dłuższe stanie w miejscu więc pędzi, zapierdala, zwalnia i zapętla,
nieustannie zmieniając sposób na kostkowanie. Oprócz gwałtownego charakteru
posiada też złożoną naturę, której nakładających się na siebie świadomościowych
labiryntów, mógłby pozazdrościć niejeden autystyk. Obrazem tego jest
wielopłaszczyznowość tekstur, które ciągle się na siebie nakładają, tworząc
mnogość planów tego szalonego kolażu, dzięki czemu słuchacz z każdym następnym
odsłuchem tego materiału, może odkrywać co raz to nowe dźwięki i zagrywki.
Rozkoszować się nowomodnymi dysonansami, które przechodząc w techniczne formy,
zamieniają się w proste, furiackie ataki, aby znów zakręcić się w kółko lub o
180 stopni by znowu zagmatwać, pozbawić powietrza, spowodować mętlik w głowie,
doprowadzając w najlepszym razie do migreny, a w najgorszym wpędzić w
szaleństwo. Death metal okrutny w swej niezrozumiałości. Pożeracz światła i
wysysacz dusz. Powala nie tylko swoją gwałtownością, ale także organiczną
produkcją. Smolista i zarazem dynamiczna muzyka, która początkowo brzmi jak
lawina spadających kamieni. Jeśli damy jej czas, to odkryjemy, że pomiędzy tymi
kamieniami spada na nas coś jeszcze. Cios. Polecam.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz