sobota, 3 października 2026

Recenzja Deathwards „Realms of Sin”

 

Deathwards

„Realms of Sin”

Sepulchral Voice Records 2026

Niedawno, bo chyba jakoś na wiosnę, Sepulchral Voice wypuściło składankę, złożoną z dwóch, pierwszych wydawnictw tych Chilijczyków, a już mamy debiutancką płytę. W sumienie stało się to aż tak szybko, ponieważ wspomniana kompilacja zawiera nagrania z lat 2017-2019 więc parę lat Deathwards zajęło, nagranie albumu. Od tamtej pory panowie nie spuścili z tonu i w dalszym ciągu grają szalonego oraz dociążonego trasza, który zepsuty jest do szpiku kości, znaczy w sensie, że diabelski jest w chuj. Obcowanie z nim, nie należy do najłatwiejszych, zmusza bowiem swojego odbiorcę w słuchanie się w wir wydarzeń jaki kreuje i posklejania jego elementów w jedną całość. To nie jest po prostu szybki i bolesny wpierdol w stylu Kreatora czy Sadus. To bardziej pokręcona nieoczywistością muzyka, która mocno zapętla, łamie, zmienia sposób i szybkość kostkowania, kreując zaklęte rewiry, ale nie na podobę Tadeusza Kurtyki, lecz takich załóg jak wczesny Sodom czy Aura Noir. To dziki, sataniczny thrash, który trochę ciężkości zapożyczył od śmierci, dzięki czemu oprócz mrocznego wpierdolu i smrodem rozkładu raczy. Początkowo może się wydawać nieuporządkowany, ale gdy damy mu czas, to z chaosu wyłoni się określony system, który leci agresywnie, wpadając okresowo w furię lub klimatyczne zwolnienia. Jednakże większość tego materiału to bezkompromisowa młócka, którą zrodził mezalians thrash i speed metalu, któremu błogosławił decior. Kąśliwe wokalizy, zadziorne riffy i niekontrolowane solówki, to składniki generujące na „Realms of Sin” spore napięcie, złowieszczy klimat i obszerne pokłady nieokiełznanego zła. Deathwards komponuje według starodawnych prawideł i nie kazi swoich aranżacji nowoczesnymi wybrykami, opierając się na pierwotnych instynktach, wyczarowuje autentyczne dźwięki o gwałtownym charakterze, które oprócz surowości niosą ze sobą herezję i okultystyczną atmosferę. To nieokrzesany i intensywny krążek, którego włączenie jest jak otwarcie puszki Pandory. Jeśli jesteście gotowi wypuścić na świat wszystkie, największe okropności, to bierzcie „Realms of Sin” i do dzieła.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz