poniedziałek, 26 października 2026

Recenzja Throät Cütter „Killed by Speed”

 

Throät Cütter

„Killed by Speed”

Putrid Cult 2026

Nie wiem dlaczego, ale po odsłuchaniu nowej EP-ki Throät Cütter, znając katalog wydawniczy Putrid Cult, podskórnie czułem, że za projektem tym czai się Nikki Speed (młodziak odpowiedzialny wcześniej za Trupi Swąd). Zerknięcie w notkę biograficzną, i… bingo! Z drugiej strony żaden ze mnie w tym przypadku Rutkowski, bowiem muza Podrzynacza Gardeł utrzymana jest w tym samym staroszkolnym, przesiąkniętym do szpiku kości klimacie co wspomniany Swąd, zagrana z tak samą dziką młodzieńczą pasją i zacięciem. „Killed by Speed” to siedem ścieżek, z czego jedna będąca typowym (chuja tam typowym, właśnie kompletnie staroszkolnym, znanym głównie z występów koncertowych kapel będących dziś absolutnymi klasykami) instrumentalnym przerywaczem, zamykających się w dwudziestu dwóch minutach. Oryginalności w piosenkach na tym wydawnictwie zawartych nie znajdziecie. Tutaj wszystko jest odgrzewanym kotletem. Przez kucharzy nie mających jeszcze w swoim dorobku jakichkolwiek nagród, czy Gwiazdek Miałszlę (jak mnie ta wałkowana na okrągło reklama wkurwia podczas jazdy autem!), za to kochających granie sprzed czterech dekad. O „Killed by Speed” nie da się napisać zbyt dużo, by nie powtarzać starych, utartych frazesów, zwłaszcza pod względem muzycznym. Że klasyczne speed / thrashowe riffy, wściekle śpiewane, a chwilami i „piszczane” wokale, że solówki „jak dawniej”, że autentyczność, wkurw i pokazywania fuck’a scenie mainstreamowej? Iluż to już dziś jest takich młodych naśladowców starej nuty. Od chuja i jeszcze trochę. Czy warto sobie zatem zawracać głowę kolejnym? No i to jest właśnie pytanie zasadnicze, które musicie sobie zadać! Bo jeśli nadal nie znudziły wam się kolejne pozycje z katalogu Dying Victims czy Ossuary, to Putrid Cult serwuje kolejną dawkę tego, co kochacie najbardziej. Moim mili… Te nagrania nie trafią do encyklopedii metalu jako przełomowe, nie trafią też zapewne na czubek playlisty podsłuchiwaczy Spitifajów, czy jak tam się te inne gówna nazywają. Za to zrobią przynajmniej „dzień” maniakom staroci, najczęściej takim już z deka siwiejącym. Dobra EP-ka, na kilka odsłuchów i kilka browarów. Tylko tyle, i aż tyle, zależy kto z której strony spojrzy.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz