In Obscurity Revealed
„Caustic Maelstrom”
Personal Records (2026)
Dobrego
metalu śmierci nigdy za wiele. Pochodzący z Meksyku In Obscurity Revealed
niewątpliwie do tej grupy się zalicza, ale nie sądzę, żeby grono osób
pamiętających ich debiut sprzed ośmiu lat było zbyt duże. Ja o istnieniu tej
grupy dowiedziałem się dopiero przy okazji anonsowania „Caustic Maelstrom”, ale
jako, że lubię meksykańską scenę deathmetalową, to i przesłuchać to wydawnictwo
wypadało. I od razu powiem, że nie jest to typowy meksykański death – nie ma tu
nić onirycznego, nie czuć tu ducha przedwiecznych, nie ma znamion jakiejkolwiek
awangardy. Jest za to wpisujący się we współczesną modę death metal, który
bardziej niż mniej czerpie z klasyki gatunku. Fundamentem wydają się tutaj być
dokonania Morbid Angel, Deicide czy Sinister - „Caustic Maelstorm” jest
naszpikowany plejadą cholernie dobrych riffów, zwolnień, thrashującego szycia i
cholernie przyzwoitego songwriterstwa. Cisną mi się tutaj porównania z takimi
zespołami jak Ignivomous czy – z bardziej współczesnych – Putrescent, gdzie ten
death metal jest gęsty, ale utrzymany w thrashmetalowym tempie, bardziej
próbujący poszatkować słuchacza niż wdeptać w ziemię. Oryginalności tutaj za
grosz, ale chłoszcze ten materiał bardzo porządnie. I wszystko byłoby bardzo
fajnie gdyby nie jeden element, który psuje mi odbiór całości. Ktoś postarał
się, żeby najebać tyle pogłosu na wokal i dać go z przodu w mixie, że im dalej
w nas tym „Caustic Maelstrom” bardziej męczy, a ja jako słuchacz bardziej
skupiam uwagę na tym irytującym pogłosie niż na naprawdę porządnej warstwie
instrumentalnej. Na ten moment jest bardziej skłonny powiedzieć, że nie będę
chciał wracać do tego albumu, nawet jeśli realnie jest to kapela z potencjałem
na przyszłość. Niemniej zachęcam do przesłuchania, bo lipy tutaj nie ma.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz