piątek, 2 października 2026

Recenzja In Obscurity Revealed „Caustic Maelstrom”

 

In Obscurity Revealed

„Caustic Maelstrom”

Personal Records (2026)

 


Dobrego metalu śmierci nigdy za wiele. Pochodzący z Meksyku In Obscurity Revealed niewątpliwie do tej grupy się zalicza, ale nie sądzę, żeby grono osób pamiętających ich debiut sprzed ośmiu lat było zbyt duże. Ja o istnieniu tej grupy dowiedziałem się dopiero przy okazji anonsowania „Caustic Maelstrom”, ale jako, że lubię meksykańską scenę deathmetalową, to i przesłuchać to wydawnictwo wypadało. I od razu powiem, że nie jest to typowy meksykański death – nie ma tu nić onirycznego, nie czuć tu ducha przedwiecznych, nie ma znamion jakiejkolwiek awangardy. Jest za to wpisujący się we współczesną modę death metal, który bardziej niż mniej czerpie z klasyki gatunku. Fundamentem wydają się tutaj być dokonania Morbid Angel, Deicide czy Sinister - „Caustic Maelstorm” jest naszpikowany plejadą cholernie dobrych riffów, zwolnień, thrashującego szycia i cholernie przyzwoitego songwriterstwa. Cisną mi się tutaj porównania z takimi zespołami jak Ignivomous czy – z bardziej współczesnych – Putrescent, gdzie ten death metal jest gęsty, ale utrzymany w thrashmetalowym tempie, bardziej próbujący poszatkować słuchacza niż wdeptać w ziemię. Oryginalności tutaj za grosz, ale chłoszcze ten materiał bardzo porządnie. I wszystko byłoby bardzo fajnie gdyby nie jeden element, który psuje mi odbiór całości. Ktoś postarał się, żeby najebać tyle pogłosu na wokal i dać go z przodu w mixie, że im dalej w nas tym „Caustic Maelstrom” bardziej męczy, a ja jako słuchacz bardziej skupiam uwagę na tym irytującym pogłosie niż na naprawdę porządnej warstwie instrumentalnej. Na ten moment jest bardziej skłonny powiedzieć, że nie będę chciał wracać do tego albumu, nawet jeśli realnie jest to kapela z potencjałem na przyszłość. Niemniej zachęcam do przesłuchania, bo lipy tutaj nie ma.

Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz