Ljosazabojstwa
"Głoryja
Śmierci"
Godz
Ov War 2020
Pamiętam,
jak pewien znajomy nabijał się nieco z nazwy gdy polecałem mu ten białoruski
zespół. Było to jakiś czas temu, kiedy to ich wcześniejsze nagrania wychodziły
nakładem nieźle wówczas prosperującej Hellthrasher Productions. Już wtedy
kopara mu nieco opadła po zapoznaniu się z demówką tego bandu. Dziś
Ljosazabojstwa powraca przynosząc ze sobą pierwszy pełnometrażowy materiał. I
nie ma co owijać w bawełnę, biorąc nawet pod uwagę, że dotychczasowe pomniejsze
nagrania pochodzącej z Mińska kamandy były bardzo obiecujące, trzeba przyznać,
że mamy tu do czynienia z o klasę przynajmniej wyższą jakością. Na debiucie ten
twór jawi się już jako dojrzały i doskonale zdający sobie sprawę z własnej
wartości zespół. Mimo iż nadal porusza się w obranym od początku wolnym i
ciężkim jak średniej wielkości słoń death metalowym stylu, wyraźnie słychać, że
zawarta na omawianym krążku muzyka jest bardziej dojrzała i przemyślana.
Kompozycje są bardziej rozbudowane i zdecydowanie dłuższe niż dotychczas. Ich
średni czas oscyluje w granicach dziesięciu minut, jednak nie lękajcie się. Nie
są to utwory które nużą, Białorusini bardzo przyłożyli się, byśmy nie
spoglądali z nudów w lewo... w prawo... niczym aktor na polskim filmie. Mielą
co prawda po swojemu, powoli, chwilami wręcz topornie, jednak ilość pomysłów
wplatanych w poszczególne kompozycje sprawia, że co chwilę jesteśmy zaskakiwani
czymś nowym. Rytmiczne akordy płyną na zmianę z bardziej nastrojowymi, doomowymi
harmoniami, pozwalając chwilami przemknąć w tle niebanalnej solówce. Chłopaki
pozwalają, by dokładnie wyważone dźwięki dopadały i gniotły bez pośpiechu, z zegarmistrzowską
precyzją. Pojawiające się w tle klawisze odpowiednio podkreślają atmosferę tego
krążka, czyniąc go jeszcze bardziej dosadnym i poniekąd majestatycznym. Co
ważne, Ljosazabojstwa wykształcili swój własny, charakterystyczny feeling,
oscylujący gdzieś w okolicach Bolt Thrower. Połączyli ciężar i melodię na swój
własny sposób, czyniąc to jednak nieco inaczej niż wspomniani linijkę wyżej
Brytole. Na pewno rzeczą, która wyróżnia autorów "Głoryja Śmierci" są
liryki wyrzygiwane w ich rodzimym języku, co sprawia, że zespół jest jeszcze
bardziej rozpoznawalny. Precyzyjnie dopracowane brzmienie sprawia, że każdy
instrument odgrywa tu równie ważną rolę i nie zostaje zepchnięty na drugi plan.
Bardzo dobrze się tego słucha a co najważniejsze, apetyt na obcowanie z tym
krążkiem rośnie proporcjonalnie wraz z jego konsumpcją. Może się powtórzę,
jednak na debiucie Ljosazabojstwa poczynili ogromny krok wprzód i każdy fan ich
wcześniejszych dokonań będzie wręcz zachwycony tym, jak bardzo ten zespół
urósł. Z kolei ci, którzy do dziś nie zapoznali się z twórczością
Białorusinów powinni czym prędzej nadrobić zaległości. Bo jeśli nie, to wiele stracą.
-
jesusatan
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz