wtorek, 5 sierpnia 2025

Recenzja DeathEpoch „Legalize Satanic Murder”

 

DeathEpoch

„Legalize Satanic Murder”

Putrid Cult 2025

Po wydanym pięć lat temu debiutanckim “Abysmal Invocation”, oraz dwóch splitach, Morgul i Lord K powracają z drugim pełnowymiarowym materiałem. Duet ten, przez niektórych, nazywany jest Nekkrofukk 2, co, jakby się tak obiektywnie przyjrzeć, ma w sobie ziarenko prawdy. Każdy, kto w temacie, doskonale bowiem wie, że muzyka DeathEpoch do najbardziej skomplikowanych nie należy, i podobnie jak autorski projekt Kaosa ukierunkowana jest na niespieszne, miażdżące harmonie. Ilość zawartego w tych dźwiękach obrzydlistwa, plugastwa i diabelstwa także poniżej średniej „nekkrofukkowej” nie schodzi. Zasadniczą różnicą jest jednak wplatanie do swojego wojennego grania, inspirowanego starą szkoła, elementów ciężkiej elektroniki i różnej maści odrażających sampli. Wszystkie te składowe usłyszycie także na „Legalize Satanic Murder”. Nowy materiał jednak poniekąd zaskakuje. Zapytacie zapewne, czym? Otóż przede wszystkim tym, że obaj panowie poczynili zauważalne postępy jeśli chodzi o opanowanie instrumentów. Inaczej mówiąc, nieco się nauczyli. Zatem gra Kaosa jest jakby mniej schematyczna i więcej w niej zróżnicowania, a blasty w jego wykonaniu mają jeszcze więcej wściekłości. Z kolei Morgul posiedział chyba jakiś czas nad swoją gitarą, dzięki czemu chwilami w jego riffowaniu pojawia się nawet bardziej wyrazista niż dotychczas melodia. Że o solówce w „Murder No. 2” albo „Murder No. 3” nie wspomnę. Cały czas jednak muzyka DeathEpoch to totalny antytrend i sranie na nowomowę. Nawet jeśli nowy album jest, jakby to powiedzieć… bardziej przystępny i wpadający w ucho. Oczywiście to i tak w ramach bardzo głębokiego undergroundu, bez najmniejszych konotacji z muzyką mainstreamową. Zresztą, wystarczy, że sobie posłuchacie tej prymitywnej dziczy pod koniec wspomnianego „Murder No. 3”, zawierający wszystkie rzekome „ulepszacze” o których wspomniałem. Co najbardziej sobie jednak w muzyce DeathEpoch cenię, to fakt, że na bardzo ciasnym death/blackowym poletku panowie byli w stanie wymyśleć coś wyróżniającego ich z tłumu. I styl ten systematycznie rozwijają, w wyniku czego otrzymujemy trzydzieści minut najlepszej dotychczas muzyki z ich obozu. Sześć kompozycji autorskich, oraz, na deser, przeróbkę (bo nie jest to typowy cover) zespołu „od kurtek”. Ja to łykam bez popity. Bardzo dobry materiał.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz