Disfigured Human Mind / Potier
„Nihilistic Noise Hanged in Agony with Misanthropic Minimalism -/ Hyper Cargo”
Murder Rec. / Southern Soundclash Rec. 2025
Ja pierdolę! Co to, kurwa, jest! Dosłownie taka była moja reakcja, kiedy po kilku minutach od włożenia tej kasety do swojego wysłużonego, i niewątpliwie pragnącego regeneracji, decka, zorientowałem się, iż to co słyszę, to wcale nie intro. Nigdy nie byłem fanem noise, ambient czy innych tam takich „niemetalowych” rzeczy, aczkolwiek elementy tych gatunków wplecione umiejętnie w black czy avangarde metal potrafią niewątpliwie być przysłowiową szczyptą soli. W przypadku Disfigured Human Mind mamy jednak do czynienia z pewnego rodzaju… dziwactwem. Nie nazwałbym muzyki tego, działającego, według internetowych źródeł, od końcówki ubiegłego milenium projektu, klasycznym noisem. Aż ciśnie mi się w tym przypadku na usta słowo „improwizacja”. Bo przez te piętnaście minut moje uszy przyjęły na siebie taką ilość niezorganizowanych dźwięków, walczących ze sobą szumów, krzyków, chuj wie skąd pochodzących odgłosów, że zakręciło mi się we łbie. Byłem nieraz świadkiem takich autentycznych happeningów, choćby podczas letnich festiwali, i zazwyczaj twierdziłem dyplomatycznie, że to pouczające i ciekawe doświadczenie. Cytując jednak T-raperów znad Wisły: „Ale tylko jeden raaaz....”. Druga strona tej taśmy to też jeden kawałek, niemal piętnastominutowy, również jednoosobowego Potier. Dzieją się w nim równie popierdolone rzeczy, choć więcej w tym elektroniki i pseudoindustrialu. Melodii tutaj nie znajdziecie, bo to jeden wielki dysonans, bynajmniej nie taki blackmetalowy. Napierdala koleś w bębny, pociąga smyczkiem po strunach, dmucha w trąbkę, na to wrzuca melodyjki z Atari od tyłu, ja pierdolę, ratunku!!! Podobno kiedyś w bazie w Guantanamo włączano więźniom Slayera. Bardzo bym nie chciał dostać się do więzienia, gdzie od świtu do zmierzchu, albo i odwrotnie, bo chyba bym zatracił poczucie czasu, puszczano by taką kakofonię. Uwierzcie mi, że po drugiej rundzie z tym splitem miałem autentyczne zawroty głowy. Naprawdę nie wiem, jakim trzeba być pojebem, żeby gustować w tego typu muzycznym nieładzie. Mnie to przerasta i nigdy więcej po tą kasetkę z własnej woli nie sięgnę! Jeśli Dan z Murder Records (tak, to ten zbok odpowiedzialny za DHM) chciał się na mnie za coś zemścić, to mu się udało. Przepraszam, i obiecuję, że to się więcej nie powtórzy, cokolwiek to było. Kurwa, nigdy więcej! Kto odważny, niech sprawdza, ale na własną odpowiedzialność. A jeśli komuś z moich znajomych się to spodoba, to bez aktualnych badań psychiatrycznych do chałupy nie wpuszczę!
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz