wtorek, 26 sierpnia 2025

Recenzja Nekro Cvlt Desecration „Purification in the Witchcraft Flames”

 

Nekro Cvlt Desecration

„Purification in the Witchcraft Flames”

Murder Rec. 2025

Jeśli zespół pochodzi z Wenezueli, nazywa się Necro Cvlt Desecration, na okładce ma demony i wiedźmy, to przecież wiadomo, że jesusatan będzie przebierał raciczkami i skakał wesoło wokół ogniska, nie? A jeśli intro do „Purification in the Witchcraft Flames” idealnie obrazuje ową okładkę i tytuł, to napięcie zaraz osiąga stan maksymalny. To co następuje chwile później to prawdziwy, thrashowy, południowoamerykański wpierdol w starym stylu. Panie i panowie, zero nowatorstwa, zero jakichkolwiek znamion nowoczesności, czy to pod względem brzmienia, konstrukcji utworów, tnących niczym brzytwa riffów, czy czego-kurwa-kolwiek. Chłopakom nie chodzi o szukanie nowych ścieżek. Oni, podobnie jak bywalcy wesołego miasteczka, chcą ponownie wsiąść na rollercoaster (w tym przypadku bardziej do wehikułu czasu) i poczuć adrenalinę raz jeszcze (czytaj: siać rozpierdol, jak to robili znani i zasłużeni cztery dekady temu). Nekro Cvlt Desecration w większości prą mocno do przodu. Oczywiście nie mam tu na myśli blastów we współczesnym tego słowa znaczeniu, ale pewne rzeczy sobie chyba na wstępie wyjaśniliśmy. Jest to zatem raczej szybszy punkowy d-beat, dyktujący tempo idealne do trzepania łbem. Gitarowo - czysta klasyka. Bez udawania że się gra, tutaj każda chwila wypełniona jest słyszanymi zapewne mnóstwo razy riffami, granymi z takim zapałem i radością, że jestem sobie w stanie wyobrazić uśmiechnięte japy muzyków w studio podczas nagrywania tych dziewięciu piosenek. Czasem gdzieś przemknie krótkie solo, w innym miejscu pojawia się chórki, nawet skrzypkowy wstęp mocno kojarzący mi się z „Into the Pandemonium”, ale piącha wzniesiona w górę to nie opada od początku do samego końca. No i oczywiście to, o czym nadmieniłem na wstępie, czyli ten niepowtarzalny klimat kontynentu, na którym ten materiał się zrodził. Jak już o tych uśmiechach wspomniałem, to naprawdę przy Necro Cvlt Desecration mam przed oczami widok Michała, z wielkim bananem na twarzy, napierdalającego w swój zestaw podczas koncertów Brüdnego Skürwiela. Zgaduję, że chłopaki z Wenezueli tak samo mocno kochają to co grają, tyle samo wlewają w swoją twórczość emocji, i tak samo nią żyją. A jeśli muzyka tworzona jest z takim zapałem, to naturalnie infekuje także odbiorcę. Powtórzę zatem raz jeszcze. Ten krążek to kompletnie nic nowego, ale jeśli kochacie takie odgrzewane klimaty zagrane na wysokim poziomie, to sobie kupcie „Purification in the Witchcraft Flames”, bo tak brzmi prawdziwy oldskulowy metal!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz