Sea
Mosquito
„Majestas”
I, Voidhanger Rec. 2025
Sea Mosquito to nazwa samolotu używanego w czasach
Drugiej Wojny Światowej przez Królewską Marynarkę Wojenną. To także pochodzący
z Londynu zespół, którego drugi krążek właśnie ujrzał światło dzienne nakładem
I, Voidhanger Records. Nie wiem jakim cudem przeoczyłem wydany niecałe dwa lata
temu „Igitur”, bo jego okładka jest mi doskonale znana, ale po zapoznaniu się z
„Majestas” jest podejrzenie, że mógł to być błąd, tudzież przeoczenie. Do
rzeczy jednak. Nowe wydawnictwo tego projektu zawiera trzy kwadranse muzyki,
która w zasadzie wymyka się jakiejkolwiek konkretnej kategoryzacji. Jest to
niezmiernie kolorowa i różnorodna mozaika kilku gatunków muzycznych, która dla
jednych będzie arcydziełem, dla innych asłuchalną zbieraniną pomysłów. Jako iż
lubię tego rodzaju wynalazki, zrobiłem sobie z „Majestas” kilka sesji. I powiem
wam szczerze, wcale nie jestem mądrzejszy. Myślę, że zgłębienie tych sześciu
kawałków to naprawdę wymagające zadanie, skierowane do osób bardzo cierpliwych.
Panowie łączą w swoich kompozycjach, i tak już awangardowy black metal w stylu
Deathspell Omega czy Blvt Aus Nord, z elementami noise, improwizacją,
psychodelą, jazzem czy teatrem. Mnóstwo w tej muzyce swoistego chaosu,
tasowania pomysłami, nagłych zmian nastroju i niespodziewanych zwrotów akcji.
Nie mniej majestatu, piękna, ale i grozy. Gdybym miał każdy z utworów rozbierać
na czynniki pierwsze, wyszłaby z tego niezła książka, a i tak pewnie coś bym
przegapił. Powiem zatem krótko. Ten album to pewnego rodzaju trip, który
dotychczas mógł was ominąć. Wiele jest bowiem zespołów tworzących popierdoloną
muzykę, ale Sea Mosquito na pewno należą do tych, których prowizorycznie
powinno się zamknąć w kaftan bezpieczeństwa, bo równo pod sufitem to oni nie
mają. Niewątpliwie można określić tę twórczość post-black metalem, ale w tym
przypadku ów „black metal” nie jest tutaj przyklejony na siłę. Na pewno można
też powiedzieć, że faktycznie materiał ten niesamowicie intryguje. Tylko że
kręcę się koło niego, i kręcę, a on chwilami
mnie odpycha, a jednocześnie fascynuje i nie daje spokoju. Sprawdźcie
zatem sami i wydajcie własny wyrok. O
ile lubicie wyzwania, bo o tym, że łatwo nie będzie już wspominałem. Bardzo
oryginalna pozycja.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz