piątek, 8 sierpnia 2025

Recenzja Deathhammer „Crimson Dawn”

 

Deathhammer

„Crimson Dawn”

Hells Headbangers 2025

Zespół ten, swego czasu określany mianem „odkrycia Fenriza”, przez dwadzieścia lat działalności na scenie zdążył już wyrobić sobie odpowiednią markę, a kto chłopaków poznał osobiście, ten wie, że ich „Never fuckin’ relax” to nie tylko pusty slogan. Zatem, trzy lata po „Electric Warfare”, Norweski duet atakuje albumem numer sześć. Czy o muzyce Deathhammer można powiedzieć coś, co jeszcze powiedziane nie zostało? Wątpię. Można za to, po raz kolejny, potwierdzić, że tak równy poziom twórczy utrzymać potrafi mało kto. „Crmson Dawn” to esencja stylu, z którego Daniel i Cato znani są od lat. Odpalając ten album można się spodziewać niczego innego, jak skopania dupska w starym thrashowym stylu. Niczego tym nagraniom nie brakuje. Począwszy od ostrych jak brzytwa akordów, kojarzących się z klasyką lat osiemdziesiątych i zespołami, których wymieniać nie ma potrzeby, poprzez płynącą z tych piosenek naturalną wściekłość, melodię, przy których wracają wspomnienia z podstawówki, na wspaniałych, szybkich solówkach kończąc. Numery na „Crimson Dawn” to czysty ogień, wulkan energii, przy którym ustać w miejscu się nie da. Ciężko tutaj nawet przytaczać konkretne przykłady, bowiem co chwilę atakowani jesteśmy mocno moshogennym riffem w towarzystwie obficie plujących bluźnierstwem, zarówno szorstkich, jak i wchodzących w piszczane rejestry, wokali. Chwilami brzmi to, jakby przekrzykiwało się stado najebanych metalowców stojących pod klubem w oczekiwaniu na występ ulubionego zespołu. A jeśli już o tym mowa, to nowe kawałki tradycyjnie już stanowią zestaw potencjalnych hitów koncertowych, przy których bez dzikiego tańca i zimnego browara się nie obędzie. Spośród wszystkich retro kapel, Deathhammer należą do wąskiego grona tych, którzy kultywują staroszkolne tradycje całymi sobą, i to w najlepszy z możliwych sposobów. Nikogo chyba nie muszę przekonywać do zapoznania się z „Crimson Dawn”, bowiem starzy fani na pewno mają tę pozycję już zapisaną na liście zakupów. A jeśli ktoś jeszcze jakimś cudem Deathhammer nie zna, to ma sporo do nadrobienia. Niech se nadrabia, ja idę napierdalać łbem i śpiewać głośno „Hail Satan! Hail Satan! Hail Satan!...” .

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz