Deathhammer
„Crimson Dawn”
Hells Headbangers 2025
Zespół ten, swego czasu określany mianem „odkrycia
Fenriza”, przez dwadzieścia lat działalności na scenie zdążył już wyrobić sobie
odpowiednią markę, a kto chłopaków poznał osobiście, ten wie, że ich „Never
fuckin’ relax” to nie tylko pusty slogan. Zatem, trzy lata po „Electric
Warfare”, Norweski duet atakuje albumem numer sześć. Czy o muzyce Deathhammer
można powiedzieć coś, co jeszcze powiedziane nie zostało? Wątpię. Można za to,
po raz kolejny, potwierdzić, że tak równy poziom twórczy utrzymać potrafi mało
kto. „Crmson Dawn” to esencja stylu, z którego Daniel i Cato znani są od lat.
Odpalając ten album można się spodziewać niczego innego, jak skopania dupska w
starym thrashowym stylu. Niczego tym nagraniom nie brakuje. Począwszy od
ostrych jak brzytwa akordów, kojarzących się z klasyką lat osiemdziesiątych i
zespołami, których wymieniać nie ma potrzeby, poprzez płynącą z tych piosenek
naturalną wściekłość, melodię, przy których wracają wspomnienia z podstawówki,
na wspaniałych, szybkich solówkach kończąc. Numery na „Crimson Dawn” to czysty
ogień, wulkan energii, przy którym ustać w miejscu się nie da. Ciężko tutaj
nawet przytaczać konkretne przykłady, bowiem co chwilę atakowani jesteśmy mocno
moshogennym riffem w towarzystwie obficie plujących bluźnierstwem, zarówno
szorstkich, jak i wchodzących w piszczane rejestry, wokali. Chwilami brzmi to,
jakby przekrzykiwało się stado najebanych metalowców stojących pod klubem w
oczekiwaniu na występ ulubionego zespołu. A jeśli już o tym mowa, to nowe
kawałki tradycyjnie już stanowią zestaw potencjalnych hitów koncertowych, przy
których bez dzikiego tańca i zimnego browara się nie obędzie. Spośród
wszystkich retro kapel, Deathhammer należą do wąskiego grona tych, którzy
kultywują staroszkolne tradycje całymi sobą, i to w najlepszy z możliwych
sposobów. Nikogo chyba nie muszę przekonywać do zapoznania się z „Crimson
Dawn”, bowiem starzy fani na pewno mają tę pozycję już zapisaną na liście
zakupów. A jeśli ktoś jeszcze jakimś cudem Deathhammer nie zna, to ma sporo do
nadrobienia. Niech se nadrabia, ja idę napierdalać łbem i śpiewać głośno „Hail
Satan! Hail Satan! Hail Satan!...” .
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz