niedziela, 3 sierpnia 2025

Recenzja Sallow Moth „Mossbane Lantern”

 

Sallow Moth

„Mossbane Lantern”

I, Voidhanger Records (2025)

 

Sallow Moth to jednoosobowy projekt pochodzącego z Teksasu Garry’ego Brentsa. Od blisko dekady muzyk ten pod szyldem Sallow Moth wydaje mniejsze i większe wydawnictwa ze sporą regularnością, a omawiany tu „Mossbane Lantern” to pełniak numer trzy w jego dorobku. Do tej pory dane mi było zaznajomić się jedynie z Epką „Deathspore” sprzed siedmiu lat, która wywołała we mnie na tyle pozytywne odczucia, że nazwa utkwiła mi w pamięci, pomimo że po kolejne wydawnictwa Sallow Moth nie sięgałem. Przez siedem lat zdążyło się jednak co nieco pozmieniać i to co tego oferuje Brents rozmija się z moim gustem gość mocno. Notka promocyjna mówi, że facet inspiruje się m.in. Cynic, Nocturnus, Cephalic Carnage czy nawet postrockowym Bark Psychosis i po zapoznaniu się z tym materiałem sporo w tym prawdy. Szkoda tylko, że inspiracje nie poszły w parze z realizacją i wykonaniem. O ile warsztatowo jest tu wszystko na bardzo wysokim poziome, facet jest zdolnym instrumentalistą i żongluje motywami zgodnie z tym do wydawca pisze, to nie idzie za tymi dźwiękami żadna myśl przewodnia. Słuchając „Mossbane Lantern” miałem wrażenie, że uczestniczę w warsztatach instrumentalnych, gdzie przypadkowe zlepki luźnych motywów – lepszych i gorszych tworzą bezkształtną i pozbawioną treści całość. Nie pomaga też strasznie sterylna produkcja i paskudnie pykająca, programowana perkusja. Pomimo deathmetalowego rodowodu mnóstwo tu niesmacznych odniesień do metalu progresywnego, a raczej regresywnego. I nawet jeśli w tym przypadku sterylność nie oznacza perlistych solówek i niekończących się pasaży to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że poziom bezduszności tego materiału, jego ekwilibrystyczne krążenie z punktu A do punktu B nie wnosi nic poza pojawiającymi się raz po raz smaczkami. To mógłby być naprawdę dobry materiał, gdyby był opatrzony lepszym brzmieniem i choć odrobiną dobrej woli, żeby fajnie pospinać te pomysły. A tak jest jak jest. Jak na moje ucho można odpuścić.

                                                                                                                                    Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz