sobota, 30 sierpnia 2025

Recenzja Crypt Monarch „Codex Pestilentia”

 

Crypt Monarch

„Codex Pestilentia”

Cognitive Discordance Records / Things From Beyond / Heavy Threads / Violence Records 2025

To już drugi album tego kostarykańskiego tercetu, na którym kontynuują opowieść z pierwszej płyty, przedstawiając dalsze losy pewnej, fikcyjnej krainy, zniszczonej przez złego nekromantę. Ci trzej panowie podobnie jak na poprzednim krążku robią to za pomocą stoner-doom metalu, któremu nie szczędzili sludge’owego szlamu. „Codex Pestilentia” to cztery, długie numery plus krótki, bo dwuminutowy przerywnik, które zebrane do kupy trwają prawie trzy kwadranse i zabierają nas na narkotyczną wycieczkę przez wyimaginowany, nieco surrealistyczny świat. Wypełniają go gęste jak smoła riffy, wygenerowane przez mocno przesterowaną gitarę, którą wspomaga muskularna niczym Hulk, sekcja rytmiczna oraz delikatnie odrealnione wokalizy. To mozolna i ciężka muzyka, która zbudowana jest na żylastych riffach, układających się w posępne melodie. Boleśnie gniecie ona, częstując psychodelicznymi akordami, w między które Crypt Monarch wplata ponure solówki i sporo lizergicznych zawijasów. Buja to przepysznie, hipnotyzując na całego, ale również zadziwia szorstkością, bo złożone jest z prostych patentów, które są niesamowicie sugestywne i bez trudu wciągają do swej upiornej rzeczywistości, wypełnionej po brzegi nie tylko oparami opium, lecz i czarnoksięskimi kadzidłami. Kostarykańczycy grają jakby na odlew, bez zbędnych udziwnień i zadęcia. Ta niezwykle siermiężna i brylasta muza płynie naturalnie w przestrzeń i w żadnym momencie nie łapie zadyszki, ale przeprawić o nią może niejednego odbiorcę, gdyż jej brejowatość skutecznie odbiera powietrze. Słuchanie tego krążka jest jak pławienie się w cuchnącym bagnisku, z którego za sprawą nekromanckich zaklęć wstają zmarli, lecz nie będą oni udzielać odpowiedzi na pytania, tylko zabiorą słabszych śmiałków z powrotem ze sobą w gęste odmęty tych moczarów. Przytłaczające muzykowanie, niosące potężne pokłady mrocznego klimatu, magii i iluzorycznej atmosferyczności, która zsyła przyjemne uczucie otępienia. Wielbicielom gatunku polecam, aczkolwiek resztę metalowców również zachęcam do sięgnięcia po „Codex Pestilentia”.

shub niggurath




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz