Crypt
Monarch
„Codex
Pestilentia”
Cognitive
Discordance Records / Things From Beyond / Heavy Threads / Violence Records
2025
To
już drugi album tego kostarykańskiego tercetu, na którym kontynuują opowieść z
pierwszej płyty, przedstawiając dalsze losy pewnej, fikcyjnej krainy,
zniszczonej przez złego nekromantę. Ci trzej panowie podobnie jak na poprzednim
krążku robią to za pomocą stoner-doom metalu, któremu nie szczędzili
sludge’owego szlamu. „Codex Pestilentia” to cztery, długie numery plus krótki,
bo dwuminutowy przerywnik, które zebrane do kupy trwają prawie trzy kwadranse i
zabierają nas na narkotyczną wycieczkę przez wyimaginowany, nieco
surrealistyczny świat. Wypełniają go gęste jak smoła riffy, wygenerowane przez
mocno przesterowaną gitarę, którą wspomaga muskularna niczym Hulk, sekcja
rytmiczna oraz delikatnie odrealnione wokalizy. To mozolna i ciężka muzyka,
która zbudowana jest na żylastych riffach, układających się w posępne melodie.
Boleśnie gniecie ona, częstując psychodelicznymi akordami, w między które Crypt
Monarch wplata ponure solówki i sporo lizergicznych zawijasów. Buja to
przepysznie, hipnotyzując na całego, ale również zadziwia szorstkością, bo
złożone jest z prostych patentów, które są niesamowicie sugestywne i bez trudu
wciągają do swej upiornej rzeczywistości, wypełnionej po brzegi nie tylko
oparami opium, lecz i czarnoksięskimi kadzidłami. Kostarykańczycy grają jakby
na odlew, bez zbędnych udziwnień i zadęcia. Ta niezwykle siermiężna i brylasta
muza płynie naturalnie w przestrzeń i w żadnym momencie nie łapie zadyszki, ale
przeprawić o nią może niejednego odbiorcę, gdyż jej brejowatość skutecznie
odbiera powietrze. Słuchanie tego krążka jest jak pławienie się w cuchnącym
bagnisku, z którego za sprawą nekromanckich zaklęć wstają zmarli, lecz nie będą
oni udzielać odpowiedzi na pytania, tylko zabiorą słabszych śmiałków z powrotem
ze sobą w gęste odmęty tych moczarów. Przytłaczające muzykowanie, niosące
potężne pokłady mrocznego klimatu, magii i iluzorycznej atmosferyczności, która
zsyła przyjemne uczucie otępienia. Wielbicielom gatunku polecam, aczkolwiek
resztę metalowców również zachęcam do sięgnięcia po „Codex Pestilentia”.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz