piątek, 8 sierpnia 2025

Recenzja Plasmodulated „An Ocean Ov Putrid, Stinky, Vile, Disgusting Hell”

 

Plasmodulated

„An Ocean Ov Putrid, Stinky, Vile, Disgusting Hell”

Personal Records / Gurgling Gore / Dawnbreed 2025

No i po trzech latach od ukazania się całkiem niezłego demosa, doczekaliśmy się pełnometrażowego debiutu od Plasmodulated za powstanie, którego „winą” można obarczyć niejakiego Myk’a Colby’ego. Wraz z trzema innymi muzykami stworzył on klasyczne, death metalowe dzieło, czego próbkę mogliśmy już doświadczyć na wyżej wspomnianym, szesnastominutowym wydawnictwie. Amerykanie w dalszym ciągu penetrują grząskie wręcz bagniste rejony, zaglądając w najbardziej cuchnące zgnilizną jamy w wyniku czego, powstają pomysły na śmierć metalowe kawałki, łączące w sobie diabelskość Florydy z duchotą znad fińskich jezior. To wolne i średnie tempa, które miejscowo przechodzą w stonowane blasty, ale głównym trzonem utworów są żylaste riffy, gruboziarniste tremolo oraz chorobliwie piskliwe zagrywki, w między które Plasmodulated wplata, płynące swobodnie w przestrzeń, sugestywne solówki. Całość zagęszczona sekcją rytmiczną i ponurymi growlami zdaje się ważyć tonę i gniecie wzorcowo, ale również zsyła sporo niepokojącego klimatu, który podkreślają posępne melodie i okresowo użyte klawisze. Materiał oddający hołd wcześnie wspomnianym ujęciom. Wypełniony gęstą od trujących miazmatów atmosferą i budzący grozę. Nieskazitelnie wyprodukowany krążek, lecz nie pozbawiony podziemnego brudu w czym pomaga odpowiednio „posypane żwirem” strojenie gitar, które wraz z resztą instrumentów generują zwarte konstrukcje. Nic nowego, ale niosącego sporą dawkę dobrego death metalu o niesamowitej aurze. Warto posłuchać, a wielbiciele „wilgoci” z domieszką „smoły” na pewno będą zadowoleni.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz