Plasmodulated
„An
Ocean Ov Putrid, Stinky, Vile, Disgusting Hell”
Personal Records / Gurgling Gore / Dawnbreed 2025
No
i po trzech latach od ukazania się całkiem niezłego demosa, doczekaliśmy się
pełnometrażowego debiutu od Plasmodulated za powstanie, którego „winą” można
obarczyć niejakiego Myk’a Colby’ego. Wraz z trzema innymi muzykami stworzył on
klasyczne, death metalowe dzieło, czego próbkę mogliśmy już doświadczyć na
wyżej wspomnianym, szesnastominutowym wydawnictwie. Amerykanie w dalszym ciągu
penetrują grząskie wręcz bagniste rejony, zaglądając w najbardziej cuchnące
zgnilizną jamy w wyniku czego, powstają pomysły na śmierć metalowe kawałki,
łączące w sobie diabelskość Florydy z duchotą znad fińskich jezior. To wolne i
średnie tempa, które miejscowo przechodzą w stonowane blasty, ale głównym
trzonem utworów są żylaste riffy, gruboziarniste tremolo oraz chorobliwie
piskliwe zagrywki, w między które Plasmodulated wplata, płynące swobodnie w
przestrzeń, sugestywne solówki. Całość zagęszczona sekcją rytmiczną i ponurymi
growlami zdaje się ważyć tonę i gniecie wzorcowo, ale również zsyła sporo
niepokojącego klimatu, który podkreślają posępne melodie i okresowo użyte
klawisze. Materiał oddający hołd wcześnie wspomnianym ujęciom. Wypełniony gęstą
od trujących miazmatów atmosferą i budzący grozę. Nieskazitelnie wyprodukowany
krążek, lecz nie pozbawiony podziemnego brudu w czym pomaga odpowiednio
„posypane żwirem” strojenie gitar, które wraz z resztą instrumentów generują
zwarte konstrukcje. Nic nowego, ale niosącego sporą dawkę dobrego death metalu
o niesamowitej aurze. Warto posłuchać, a wielbiciele „wilgoci” z domieszką „smoły”
na pewno będą zadowoleni.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz