Violator
„Unholy Retribution”
Kill Again Rec. 2025
Violator działają na scenie już ćwierć wieku, a ich dorobek opiewa na dwa pełniaki oraz kilka EP-ek i splitów. „Unholy Retribution” to duży album numer trzy, zawierający czterdzieści minut czystego thrash metalu. Jako iż nazwa do czegoś zobowiązuje, panowie nie pierdolą się w tańcu, strzelając po mordzie siarczystymi, osadzonymi w klasycznym klimacie riffami. Oryginalności w nich niewiele, ale akurat w przypadku takich wydawnictw, w ogóle bym jej nie oczekiwał. Twórczość Violator jest bowiem absolutnie doskonałym hołdem dla klasyków thrash metalu, których nazw wymieniał tu nie będę, bo nie widzę ku temu potrzeby. Każdy kto posłucha, znajdzie tu odpowiednie konotacje. Powiem tylko, że Brazylijczycy zdecydowanie czują klimat lat osiemdziesiątych, potrafią w instrumenty, mają głowę do wpadających w ucho riffów, a pod względem kompozytorskim reprezentują naprawdę wysoki poziom. Mnóstwo w tych kompozycjach energii i lejącego się z każdego dźwięku wkurwu. Nie brak też harmonii czysto koncertowych, przy których aż chce się potańczyć. Poza tym bardzo dobre solówki, nie wklejane na siłę, jak to często bywa, lecz wchodzące dokładnie tam, gdzie ich miejsce. No i wokale. Przeważnie czyste, śpiewne, zarazem pełne emocji, o ponadprzeciętnej sile przekazu. Mało to, a zarazem tak wiele. Przy odgrzewaniu thrashowego kotleta niewiele więcej mi do szczęścia potrzeba. Nad tego typu płytami nie ma się za bardzo co rozpisywać, bo podobne granie albo się łyka, niczym pelikan czaplę, albo przechodzi obok obojętnie. „Unholy Retribution” to żadna sensacja. Pewnie większość za rok nie będzie o nim pamiętała. Dla określonego grona jednak będzie to materiał stanowiący ważny element kolekcji. Mi takie granie wchodzi bez popitki, zatem serdecznie polecam, zwłaszcza jeansowym katanowcom.
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz