czwartek, 26 lutego 2026

Recenzja Ashes „Into the Woodlands”

 

Ashes

„Into the Woodlands”

Malignant Voices 2026

 


Pod koniec lutego, tradycyjnie już nakładem Malignant Voices, ukaże się nowy album Ashes. W tym przypadku słowo „nowy” należy potraktować dosłownie, i to na dwójnasób. Poza skojarzeniem oczywistym nadmienić bowiem należy, że oblicze zespołu zaprezentowane na „Into the Woodlands” różni się znacznie od tego, z czym mieliśmy możliwość obcować przy okazji „Ashes” czy „Gloom, Ash and Emptiness to the Horizon”. Zasadniczą różnicę da się zauważyć już po pierwszych trzech minutach, które to stanowi wstęp w stylu dungeon synth. Tego odłamu muzycznego jest zresztą na płycie więcej, ale zaznaczyć trzeba, że nie jest on, jak to nierzadko bywa, upchnięty tu na siłę, czy w formie zapchajdziury, sztucznie wydłużający czas trwania albumu. Ten do najdłuższych nie należy, bo składa się jedynie z dwóch dłuższych kompozycji, zamykających się łącznie w dwudziestu ośmiu minutach. Płyną one niespiesznie, otulając niczym padające płatki śniegu korony drzew, zasypując powoli i tworząc piękny, zimowy pejzaż. Gdzieś tam w tle pojawi się czasami jakieś tremolo, wygrywające czarującą melodię, w innym miejscu pojawią się ślady klawiszy w klimacie wspomnianego dungeon synth (są fragmenty, gdzie najbardziej śmierdzi mi wczesnym Mortiisem, choćby samo zakończenie „Dust of Life, Time and Death”), a całość wzbogacają dość oszczędnie dawkowane wokale, raczej z gatunku tych klasycznych. Zresztą, jeśli już wspomniałem o klawiszach, to obecne są one praktycznie na całym albumie, czy to w formie delikatnego, pogłębiającego nastrój tła, czy wyraźniejszych podkreśleń, momentami aż po instrument wiodący. Jako całość „Into the Woodlands” to krążek bardzo klimatyczny. Nie znajdziecie na nim jakichś chwytliwych akordów czy fajnych solówek. Nie pośpiewacie refrenów i nie pomachacie zaciśniętą pięścią. To muzyka z gatunku tych, przy których gasi się światło, zamyka oczy, i odpływa. I albo się trafi na drugą stronę świadomości, albo zaśnie, innej opcji tu nie przewiduję. Mi się to nowe oblicze Ashes podoba. Dlaczego? Raz, że jest mniej standardowe niż to, co zespół nagrywał dotychczas, a dwa, autentycznie mnie relaksuje po ciężkim dniu. Nie miałbym zatem nic przeciwko, by Nefar i The Fall na dłużej zagościli w tych muzycznych rewirach. Jestem na „tak”.

- jesusatan


https://ashesbmpl.bandcamp.com/album/into-the-woodlands

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz