niedziela, 8 lutego 2026

Recenzja Supremo Oculto „Maledictus Factus Sum”

 

Supremo Oculto

„Maledictus Factus Sum”

Mara Prod. 2025

Supremo Oculto to duet maniaków staroszkolnego grania z Brazylii. O dziwo, nie z Belo Horizonte, a z „jakiegoś” Sao Paulo, choć zdaje się, że i tak obecnie to jeden chuj, bo kolesie stacjonują na Wyspach. Ich debiutancki album ukazał się pod koniec ubiegłego roku, dzięki rodzimej Mara Productions. No i bardzo dobrze, że się ukazał, bo te czterdzieści minut z okładem to kwintesencja staroszkolnego black metalu. Może od razu zacznę rzucać nazwami, bo porównania aż cisną się na usta. Wyobraźcie sobie taką mieszankę demówkowego Samael, Baxaxaxa i Mortuary Drape. Z tą różnicą, że z bardzo mocno ograniczoną obecnością klawiszy. Czyli granie osadzone raczej w wolniejszych rewirach, za to nastawione na mroczny klimat, z tym wyraźnym oddechem Diabła na ramieniu, i wpadającym w ucho brudnym riffem. Te skojarzenia, zwłaszcza dla jednostek w tamtym czasie dorastających, są nieodzowne, i powodują  przypływ nostalgii. Tym bardziej, że na tym albumie wszystko jest na swoim miejscu. Zajebiście surowe jest brzmienie. Takie piwniczne, zapleśniałe i cuchnące starocią. Gitary chodzą jak za czasów demówkowych, ale tych demówkowych zanim demo-imitacja stała się współczesnym trendem. Wokale? Ja pierdolę, samo zło! Podrasowane chwilami lekkim pogłosem, jednak głównie skrzekliwe i złowieszcze. Sekcja rytmiczna też jest banalna. Bas mruczy gdzieś tam na drugim planie, a pałker wystukuje rytmy z pakietu podstawowego, w nagłych zrywach bardziej kojarzącym się ze zwykłym nakurwianiem w gary niż grą na perkusji. Melodie autorstwa Supremo Oculto są mroźne i surowe, co, poza wymienionymi powyżej klasykami może także kierować skojarzenia w stronę Hellhammer, czy nawet Celtic Frost. Mimo iż wymieniam wyłącznie wpływy europejskie, to nad tymi nagraniami unosi się mimo wszystko ten południowoamerykański duch. Może nie tak wyraźny, ale jednak wyczuwalny. Zbierając to wszystko do kupy, dostajemy kawał naprawdę zajebistego, staroszkolnego, surowego black metalu, który przypomina okres narodzin gatunku. Czyli wszystko, czego mi do szczęścia potrzeba. Bardzo mocno polecam.

- jesusatan




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz