Guerra Total
“Of Death's Apotheosis...
Cthulhu's Call and the Terror of the Cosmic Unknown”
Mara Prod. 2025
Kto z was zna Guerra Total? Podejrzewam, że
niewielu. Też z tą nazwą spotykam się po raz pierwszy, co potęguje mój szok, że
chłopaki mają na koncie już jedenaście płyt. Ta nowa, o przydługaśnym
tytule, jest dwunastą. A to wszystko na
przestrzeni dwudziestotrzyletniej egzystencji. Czyli regularni są jak japońskie
pociągi. A co panowie grają, zapytacie? A wiecie, że, kurwa, trochę wszystko.
Aczkolwiek trzon główny tej muzyki stanowi mieszanka death i thrash metalu. Z
wyraźnym jednak dodatkiem blackmetalowym, a także doomowym doprawieniem. Jak to
się zatem sprawdza? Bo formuła nowa przecież nie jest, kwestią pozostaje zatem
sposób wcielenia jej w życie. No z tym to bywa różnie. Materiał ten trwa niemal
czterdzieści cztery minuty, i jest dość mocno naszpikowany pomysłami. Od
prostej napierdalanki w Vaderowym stylu, poprzez ostre thrashowe riffowanie w
stylu Sodom, rytmikę zahaczającą niemal o hardcore, wrzucony tu i ówdzie
blackmetalowy akord atonalny, ewentualnie mocne hamowanie do klimatu, dajmy na
to, My Dying Bride. Trzeba przyznać, że niezaprzeczalnie momenty na tym albumie
są, bo niejednokrotnie chce się pomachać głową, czy poćwiczyć umiejętności na
gitarze powietrznej. Zwłaszcza kiedy wejdzie całkiem zgrabna solóweczka. Tylko
że z drugiej strony, są tutaj też patenty wręcz banalne i cholernie wtórne.
Biorąc pod uwagę długość tego materiału i zestawiając proporcjonalnie do jego
rozmaitości, mam wrażenie, że Kolumbijczycy wrzucają do gara wszystko jak leci,
bez większej selekcji. Nie wiem, może tak z założenia miało być, by muzyka sprawiała
wrażenie chaotycznej czy spontanicznej, ale do mnie jednak nie do końca to
przemawia. I za cholerę nie pomaga w tym nawet Cthulhu w tytule głównym. Trochę
jałowe są tu też wokale. Niby growl, ale nie do końca wyrazisty, jakiś taki
niemrawy. Nie można się za to przypierdolić do brzmienia, bo to jest
odpowiednio masywne i dopracowane po staroszkolnemu. Nie wiem, może w ogólnym
rozrachunku jestem dla Guerro Total zbyt surowy, ale po zespołach z tamtego
zakątka świata oczekuję jednak nieco więcej. A w tym przypadku owo „więcej”
oznaczałoby „mniej”. Mniej kombinowania, mniej rozwleczenia… Bo gdyby
powyrzucać stąd jakieś 10 minut takich „uzupełniaczy”, to ten album byłby
naprawdę niezły. A tak, jest przeciętny. Ale sprawdźcie sobie, bo może ja dziś
jestem w nieodpowiednim humorze.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz