Bone Weapon
“Chaos Marked by Death of
Sun”
Morbid Chapel Rec. / Transylvanian Rec. 2026
Kiedyś, dawno temu, zapewne nie pamiętacie, ludy
pierwotne napierdalały się na potęgę. Nie mieli jednak wówczas nuków czy nawet
dronów, więc narzędzia do okaleczania i unicestwiania przeciwników budowali
sobie z kości. Kiedyś też, nie aż tak dawno, i to akurat możecie pamiętać,
powstał gatunek zwany death metalem. Na początku był to nurt, który miał z
założenia miażdżyć swoim ciężarem, był bezpośredni i stojący w opozycji do
bardziej technicznego, panującego wówczas thrash metalu. Czy jakoś tak. Z
powiązania tych dwóch faktów, znajduję nazwę Bone Weapon wprost proporcjonalną
do twórczości stojących za nią Amerykanów. Nie pierwsza to ich wizyta na łamach
Apo, bo jakieś dwa lata temu, z okładem, przedstawiałem wam ich debiutancką
EP-kę. „Chaos Marked by Death of Sun” jest jej bezpośrednią kontynuacją, czyli
mieleniem mięsa bardzo gruboziarnisto, za pomocą prymitywnej maszynki z korbką.
Tak, dokładnie takiej, jaką niektórzy z was mogą pamiętać z babcinej kuchni. Całość
tego procesu trwa niecałe pół godziny, i podzielona jest na pięć segmentów.
Albo pięć wielkich betonowych kloców, spuszczanych na głowę słuchacza z
wysokości wieżowca. Trio z Filadelfii nie bawi się w techniczne zawijasy,
budowanie tajemniczego klimatu czy urozmaicanie swojej muzyki dla samego
urozmaicania. Tutaj wszystko proste jest jak konstrukcja młotka. Jest trzonek,
ciężki, metalowy obuch, jakiś tam klin, i wszystko w temacie. W przypadku Bone
Weapon jest ciężki, nawet kurewsko ciężki riff, kapka melodii rodem z
przesiąkniętego rozkładem grobowca, charczący, głęboki wokal, i banalne harmonie.
Zero zabawy w awangardę, zero zwrotek, refrenów, solówek czy czegokolwiek
wymykającego się z ram minimalizmu. Brzmienie tych nagrań ocieka tłuszczem i
posoką, zapewne będącymi wydzielinami jakiegoś spasionego nieszczęśnika,
którego chłopaki postanowili zaszlachtować przy pomocy siekiery sklejonej z
golenia i trzech żeber. Uczta zatem smakowita, zwłaszcza dla typów
prymitywnych. A że ja się do takich zaliczam, to żrę to ociekające larwami
ścierwo z lubieżną przyjemnością. Jak wam gnijące mięso śmierdzi, to się nawet
do tego krążka nie zbliżajcie. A jak jesteście pojebani, i rozkład łączy wam
się z podnieceniem, to serdecznie zapraszam.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz