Hag
„Demo MMXXV”
Ancient Dead Prod. 2026
Tak, kurwa, tak! To jest dokładnie taki black metal,
jaki kocham ponad życie! Kiedy przypomnę sobie wczesne lata dziewięćdziesiąte,
i tą graniczącą z ekstazą podnietę, gdy trafiały w moje ręce kolejne wydawnictwa
Burzum, Mayhem, Emperor czy Darkthrone, to myślę, że były to jedne z
najwspanialszych chwil w moim życiu. Kształtujące nie tylko mój gust muzyczny,
ale i mnie samego jako człowieka. Dziś, ponad trzy dekady później, odtworzenie
tamtych chwil w stu procentach jest praktycznie niemożliwe. Ale wierzcie mi,
kiedy trafia do mnie takie demo jak to poznańskiego Hag, to czuję się niczym
klient agencji Rekall Incorporated, który wykupił właśnie nowe, świeże
wspomnienia z wieku dorastania. Wspomniany zespół to nowy projekt muzyków
Mental Funeral i Nihilvm, i mam nadzieję, że nie projekt jednorazowy, bowiem
zawartość „Demo XXMMV” to czyste złoto. Te nagrania, poza nieco bardziej
obrobionym (ale o tym za chwilę) brzmieniem, mogłyby być jakąś zapomnianą
demówką z czasów, kiedy Darkthrone nagrywali, dajmy na to, trzecią / czwartą
płytę. Bezkompromisowy, surowy, agresywny i kurewsko wyrazisty black metal. I
słowa wyrazisty używam celowo, bowiem mimo ewidentnych inspiracji, muzycy odegrali
te stare i uwielbiane piosenki w taki sposób, że nie śmierdzą ani kiczem, ani
plagiatem. Powodują natomiast wielki, niemal erupcyjny przypływ adrenaliny,
graniczący z uczuciem po zażyciu jakiejś dobrej piguły. Mamy tu cztery numery,
głównie w średnim tempie. Charakteryzują je fantastyczne riffy pochodzenia
Hellhammerowo / Darkthronowego, najwyższej klasy wokale, niby nie wykraczające
poza ramy gatunku, ale tak emocjonalne i silne, że można dostać gęsiej skórki,
proste, często punkowe rytmy perkusyjne (choć tu chwilami pojawiają się
fragmenty nie tak oczywiste, jak można by przypuszczać), i, co najważniejsze,
ten mroźny, nordycki klimat, śmierdzący przedsionkiem piekła. Wspomniałem
wcześniej o produkcji. Jak tu fantastycznie brzmią gitary! Jak zajebiście biją
bębny! Nawet bas chodzi wyjątkowo, jak na ten gatunek, wyraźnie. Można
powiedzieć, że poznaniacy w sposób perfekcyjny zrenowowali stary, norweski
sound, dodając mu nieco więcej głębi, ale nie tracąc przy tym oryginalnych
intencji klasyków. No i jeszcze ta niesamowita, oldskulowa okładka… Nie, kurwa,
ja nie mam żadnych pytań. Jestem porozkładany na cząstki pierwsze, zamieciony i
kompletnie otumaniony. Dodam na koniec tylko to, że jak odpaliłem „Demo MMXXV”
po raz pierwszy, to potem leciało na zapętleniu ponad dwie godziny, aż
nauczyłem się go na pamięć. Ale nadal nie mogę przestać go słuchać. Dla mnie
rewelacja!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz