sobota, 21 lutego 2026

Recenzja Crippling Madness „Armia Umarłych”

 

Crippling Madness

„Armia Umarłych”

Putrid Cult 2026

No to mamy Crippling Madness album numer trzy. Czy o tych panach można napisać coś nowego? W zasadzie nie. Kto zespół zna, ten wie, czym to się je i jak to smakuje. „Armia Umarłych” to bezpośrednia kontynuacja tego, co panowie zapoczątkowali na „Ponad Zwłokami”, czyli hołdowanie starej szkole thrash metalu z wyraźnym polskim pierwiastkiem. I to nie tylko dlatego, że teksty mamy tutaj po naszemu. Nie wiem, jak oni to robią, ale słuchając kolejnych kompozycji na nowym krążku Lublinian, mam ciągłe wrażenie, jakbym nadal żył w latach dziewięćdziesiątych, w epoce popeerelowskiej, kiedy to krajowe zespoły, mimo czerpania garściami z zachodnich wzorców, grały mimo wszystko po swojemu. Trzeba przyznać, że nie jest to w obecnych czasach absolutnie żadna reguła, a raczej od niej odstępstwo. Bo zamiast wyraźnych inspiracji Slayer, Exodus, Kreator, ja tu wyraźnie słyszę Prosecutor czy Quo Vadis, żeby wymienić dwa pierwsze z brzegu. Panowie trzymają bardzo równy poziom, i to nie tylko biorąc pod uwagę najnowsze wydawnictwo. Kawałki z ich trzech płyt w zasadzie można by potasować i rozmieścić w randomowej kolejności, a i tak wszystko by się ze sobą zazębiało i tworzyło spójny obraz tego, co muzykom w sercu, i głowie, gra. Nie ma na „Armii Umarłych” jakichś wybijających się przebojowością fragmentów. Zresztą owej przebojowości to tutaj nie ma wcale, bo melodie Crippling Madness wcale nie wpadają w ucho od pierwszej nutki. Tutaj wszystko jest raczej szorstkie i przepełnione agresją. Może poza partiami solowymi, w których słychać wyraźnie, że panowie do nowicjuszy nie należą, i potrafią zaprezentować niezłe umiejętności. Całość, tradycyjnie zresztą, została ubrana w bardzo adekwatne brzmienie. Może nie do końca śmierdzące podrzędnym domem kultury, ale na pewno stanowiące kwintesencję wspomnianych powyżej lat. No i spójrzcie na okładkę. Czy ktoś ma tu w ogóle jakiekolwiek pytania? No cóż, jeśli miałbym określić twórczość Crippling Madness za pomocą prostych słów, to zapewne „bezkompromisowość”, „szczerość” i „oldskul” wyszłyby z moich ust w pierwszym rzędzie. Żadnych barier nagrania te nie przełamują, i chyba raczej nikt tego nie oczekiwał. Są natomiast kolejną, bardzo mocną cegiełką w murze krajowego thrash metalu. Jeśli macie poprzednie wydawnictwa na półce, to po „Armię Umarłych” sięgajcie bez wahania, bo rozczarowania nie przewiduję.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz