niedziela, 8 lutego 2026

Recenzja Ensanguinate „Death Saturnalia”

 

Ensanguinate

„Death Saturnalia”

Soulseller Records 2026

Ci czterej panowie z Lubljany po dość śmierć metalowym debiucie, wrócili właśnie z drugą odsłoną swojej twórczości za pośrednictwem „Death Saturnalia”. To płyta, która nadal idzie w szwedzkie klimaty, które przy masywniejszych akordach jednoznacznie mogą kojarzyć się z death metalem na podobę Entombed. Jednakże tym razem Słoweńcy przenieśli ciężar swojej muzyki w stronę czarciego rzępolenia, które wypełnione jest po brzegi lodowatymi tremolo i smagającymi niczym flagrum, thrashowymi riffami. Może słychać tutaj sporo podobieństw do bardziej estradowej odmiany bleka w stylu Watain i romansów diabła z kostuchą na podobę Necrophobic, ale nie da się uniknąć połączenia tego materiału z poczynaniami Aura Noir. Objawiają się one podczas szybkiego i zaciekłego kostkowania, którego jest na „Death Saturnalia” co niemiara. To gwałtowne ataki, które stale zmieniają swój kierunek i stanowią momentami trudną do okiełznania mieszankę thrashowych riffów z boleśnie świdrującymi tremolando. Suną one w gwałtownym pędzie, bez opamiętania nacierając dźwiękami. Tworzą one gęstą nawałnicę, która zalewa uszy, doszczętnie poniewierając. To intensywne i precyzyjne uderzenia, które zdają się chwilami wymykać spod kontroli ich kompozytorów, przechodząc w nieprzewidywalny, soniczny rykoszet o dużej sile rażenia. Ale nie tylko szaleństwo i dzikość Ensangiunate ma do zaoferowania, bo potrafią oni również zwolnić i zesłać trochę mrocznego klimatu, z którego wyziera okultystyczna atmosfera, pozwalająca odpłynąć na chwilę w inne rejony i odetchnąć od dotkliwie biczujących gitar w towarzystwie łomoczącej sekcji rytmicznej oraz zajadłych wokaliz Andreja Čuka. Najnowsza produkcja od tej czwórki Słoweńców, to intensywna jazda, która poza sataniczną brutalnością, częstuje także sporą ilością koronkowych zagrywek, schizoidalnych, ale i klasycznych solówek oraz nienarzucających się chwytliwości. Na tą chwilę Ensanguinate proponuje bardziej black-thrash o „speedowym” usposobieniu niż poczerniony death metal, co mi bardzo odpowiada. Piekielnie jadowity album.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz