Oderint
„Self-God Proclamation”
Under the Sign of Garazel 2026
“Self – God Proclamation” to debiutancka EP-ka
pochodzącego z Warszawy duetu, która ukazała się właśnie nakładem Under the
Sign of Garazel. Jak nietrudno się domyśleć, zwłaszcza będąc na bieżąco z
profilem wydawniczym wytwórni, mamy tu do czynienia z black metalem. No i już w
tym momencie poprzeczka zostaje ustawiona niezwykle wysoko. Bo polska scena
blackmetalowa i tak nasączona jest dobrymi zespołami jak gleba po tygodniowych
opadach deszczu, i przebić się, albo w przypadku debiutantów – wybić z zalewu
nowości w tym temacie, jest niezwykle ciężko. Czy panowie zatem mają szansę na
szerszą atencję? Pomijając akustyczne intro, mamy tutaj trzy trwające nieco
ponad kwadrans kompozycje, które sklasyfikować można jako niezwykle zimne i
nihilistyczne. Wzorce panowie wyraźnie czerpią ze sceny skandynawskiej z okresu
najlepszych lat drugiej fali gatunku. Czyli pierwsze skrzypce grane są tutaj za
pomocą klasycznych tremolo, na tyle melodyjnych, co niezwykle chłodnych i
agresywnych. Można oczywiście mieć przy tych piosenkach kilka skojarzeń, i
wymienić parę dobrze znanych każdemu nazw, ja jednak odniosę się bardziej do
naszego podwórka, a nawet bezpośrednio do zespołu z tego samego labelu. Sposób
w jaki Oderint buduje klimat swoich kompozycji, kojarzy mi się bowiem z Chao
Abyssi. Może nie dosłownie pod względem muzycznym czy melodycznym, ale oba te
projekty oparte są o podobne wzorce, i oba potrafią swoje surowe harmonie
ozdobić niebanalną, można wręcz powiedzieć, że wpadającą w ucho nutą, dzięki
czemu z każdym odsłuchem ich dźwięki zapadają coraz głębiej w pamięć. W
przypadku Oderint pochwalić też muszę wokale. Bardzo szorstkie i ekspresyjne,
dodatkowo urozmaicane czystymi zaśpiewami, których udzielił gościnnie niejaki
Matthias Iscariotes (nie mam pojęcia kto zacz). Pod względem produkcji,
materiał ten brzmi bardzo poprawnie, czyli odpowiednio surowo, choć
selektywnie, z wyraźnie wybijającym się swoim ciężarem, głęboko wybrzmiewającym
basem. Zwłaszcza w najwolniejszym na EP-ce, utworze tytułowym, instrument ten
przejmuje w pewnym momencie wiodącą rolę i tworzy niezwykły taniec z wibrującym
riffem tremolo. Fantastyczny patent, choć wcale nie nowatorski. Nie mniej
jednak kilka podobnych smaczków na tym krótkim wydawnictwie się znajdzie, a że
reszta wcale zbytnio nie odstaje, to całościowo „Self – God Proclamation” jest
przystawką bardzo obiecującą i nakazującą zapamiętać nazwę zespołu na
przyszłość. Odpowiadając zatem na pytanie postawione na początku tekstu, Oderint na pewno już teraz nie są kroplą
deszczu zalegającą w kałuży, tylko stali się częścią błotnistego czarnoziemu,
stanowiącego o tożsamości i jakości krajowego black metalu. I niech to będzie
moim końcowym komentarzem.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz