środa, 18 lutego 2026

Recenzja Oskoma „Krystalicznie Brudny”

 

Oskoma

„Krystalicznie Brudny”

Black Death Prod. 2025

Całkiem ciekawa nazwa jak na zespół blackmetalowy, nie powiem. Oskoma to łaknienie na słodycze, tudzież drętwienie zębów po zjedzeniu czegoś kwaśnego. Domyślam się, że w tym przypadku chodziło chłopakom o to drugie. Zresztą cholera wie, co ludziom po głowach, czy tam zębach, chodzi. Do brzegu… Panowie, a żadni to nowicjusze, bo w składzie znajdziemy grajków z Totenmesse czy Loathfinder) wydali w zeszłym roku debiutancki album dla Black Death Production, chwilę wcześniej puszczając w świat taśmę nakładem Teeth & Torches Records (Z tym „teeth” to jakieś przypadek? Nie sądzę). Materiał ten to niecałe pół godziny minimalistycznego black metalu. Minimalistycznego chociażby pod względem brzmienia, które jest tutaj na wskroś garażowe, chwilami wręcz niechlujne, i pozbawione jakiejkolwiek profesjonalnej obróbki. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że dla większości, zwłaszcza niedzielnych blackmetalowców, niestrawne. Kompozycje też nie grzeszą jakaś specjalną finezją. Ot, kilka, dosłownie kilka, akordów splecionych na krzyż (zdecydowanie odwrócony, czego wyraz znajdziemy w niebanalnych, naprawdę bezpośrednich tekstach), podbitych prymitywną perkusją i basem. O tym ostatnim trzeba nadmienić, że jest na tych nagraniach tak samo wyraźny, jak i gitara prowadząca, a nawet zaryzykowałbym, że wiodący. Moim zdaniem, wyraźniej wczujemy się w te piosenki opierając się właśnie na jego liniach, a nie wysokotonowo chodzącej gicie. Wokale są jednakoż prymitywne co muzyka. Co prawda gdzieś tam śmignie krótki zaśpiew, bardziej pijacki niż operowy, ale głównie przekaz liryczny to szorstki, klasyczny blackmetalowy wrzaskokrzyk. I teraz najciekawsze… Z tego, przedstawionego dotychczas, najprymitywniejszego z prymitywnych obrazów, przebija się jeden, bardzo istotny element. Są nim niewątpliwie naprawdę chwytliwe tremolo melodie. Poza punkowymi fragmentami, to właśnie one mają największy wpływ na to, że „Krystalicznie Czysty”, mimo zamierzonej prostoty, jest po prostu cholernie wciągającym materiałem. A zestawienie ze sobą tych dwóch elementów nie jest bynajmniej sprawą prostą i wykonalną dla pierwszego lepszego zestawu muzykantów. Oskoma zdecydowanie dali radę, nagrywając krążek niby banalny, ale mający swoje własne oblicze, i w ostatecznym rozliczeniu przyciągający niczym magnes. Kto jeszcze nie zdążył się z nim zapoznać, powinien zaległości przy najbliższej okazji nadrobić. Zapewniam, że warto.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz